Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 615 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Niezafałszowana wideorelacja z Marszu Niepodległości 11.11.11

niedziela, 20 listopada 2011 11:54

 

We wszystkich oficjalnych mediach widzieliśmy uczestników Marszu Niepodległości jako zadymiarzy i bandytów. Żadna telewizja nie pokazała takiego obrazu tego marszu. Dlaczego? Dlaczego zobaczyliśmy zmontowane sceny z innego zdarzenia, mającego miejsce w innym obszarze miasta, jako obraz "faszystów z Marszu Niepodległości?" Dlaczego wreszcie - premier kłamie, oskarżając Jarosława Kaczyńskiego o spowodowanie rozróby 11 listopada 2011 roku? Pytanie ostatnie: Kiedy będziemy mieć w Polsce wreszcie wolne media?

 

Poniżej - link do niezafałszowanej relacji z Marszu Niepodległości 11.11.11:

 

http://www.youtube.com/watch?v=8zDBR-ikjIA&feature=player_embedded

 

 

Dodam jeszcze link do komentarza Jana Pietrzaka nt. manipulacji medialnych dot. Marszu Niepodległości i wydarzeń "towarzyszących".

 

http://www.youtube.com/watch?v=W4gw3wjLBsw&feature=player_embedded

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330599325,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Strzeż nas, Boże, przed grafomanią (zwłaszcza w połączeniu z dewocją)!

czwartek, 29 września 2011 0:41

Jak widać po moich dotychczasowych wpisach, jestem zdecydowanie po prawej (tej niepoprawnej) stronie obecnego układu sił społecznych, podzielonych stosunkiem do tragedii smoleńskiej. Wbrew narzucanej przez główny (prorządowy) nurt mediów tendencji, by zostawić tę kwestię w spokoju i przejść nad nią do porządku dziennego, uważam że należy dążyć niestrudzenie do ujawnienia prawdy o 10.04.2010 r. W związku z tym udzielam się na różnych forach poświęconych m.in. temu tematowi, a grupujących przeciwników kłamstwa smoleńskiego. I różni "twórcy ludowi" publikują tam swoje utwory, najczęściej wierszowane, poświęcone temu tematowi. Cóż mogę o nich powiedzieć jako polonistka czy osoba o "uchu wrażliwym na poezję"? Jedno słowo ciśnie się na usta: grafomania.

 

Na przestrzeni wieków powstało w Polsce wiele tego typu dzieł, zawsze znajdywały one swoich odbiorców; i zawsze były przez pewną część społeczeństwa aprobowane.  I wszystko byłoby do zaakceptowania a przynajmniej przełknięcia, gdyby nie to… że obecnie tworzone "rymy częstochowskie" porażają swoją brzydotą - niechlujstwem językowym (stylistycznym, ortograficznym, interpunkcyjnym itp.). I przez to ośmieszają tematy poruszane w dziełach, które uchodzą za wiersze czy epopeje, a są zwykłymi przemyśleniami - prawdziwymi aż do bólu, ale ujętymi w koślawą formę; a koślawa forma zniekształca treść. W związku z tym każda idea wyrażona za pomocą takich rymów jest groteskowo zniekształcona z punktu widzenia odbiorcy wrażliwego na kulturę języka.

 

Apeluję więc w tym miejscu do "twórców ludowych": zostawcie w spokoju temat Smoleńska (jak również Boga i Ojczyzny). Zostawcie go naprawdę utalentowanym ludziom (takim jak Jan Pietrzak czy Marcin Wolski). Jeśli już chcecie wyrazić swój ból, dezaprobatę dla fałszu i nadzieję na ujawnienie prawdy, napiszcie to prozą - w postaci świadectwa. I przede wszystkim… wyciszcie się. Postawcie na modlitwę - tę najprostszą, różańcową. To są słowa, których wypowiadanie - ze skupieniem - nigdy nikomu nie zaszkodzi; ba - zawsze pomoże! Modlitwa rodzi się w ciszy, w odróżnieniu od dewocji, która jest krzykliwa i nadęta. Przede wszystkim zaś dewocja jest karykaturą pobożności i szkodzi zarówno rozpowszechnianiu prawdy jak i szerzeniu kultu religijnego.

 

Apeluję o szacunek dla Słowa. I dedykuję Wam - sobie również do poczytania w jesienne wieczory - "Promethidiona" Cypriana Kamila Norwida, który jest jednym wielkim wołaniem o piękno w każdej ludzkiej twórczości.

P.S. Cenię prawdziwych twórców ludowych - tych, którzy dbają zarówno o treść jak i formę swoich dzieł. W powyższym wpisie miałam na myśli domorosłych wierszokletów publikujących swoje wypociny najczęściej w internecie, różnych broszurach czy dzwoniących do Radia Maryja, by je odczytać.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330407223,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pogoda w Polsce po 10 kwietnia: mgła i ziąb z przebłyskiem słońca

środa, 13 kwietnia 2011 15:33

 

Moje przeżywanie pierwszej rocznicy tragedii smoleńskiej było nieco podobne do wczorajszej pogody - niewiarygodnie (biorąc pod uwagę przejmujący chłód jaki panował w poprzednich dniach) pięknej, ciepłej i słonecznej do pewnego momentu, do załamania i powrotu chłodu oraz deszczu.

 

Tym chwilowym, ale budzącym nadzieję przebłyskiem słońca było doświadczenie, że naród się budzi, wstaje z klęczek, zaczyna wołać o prawdę. Te ogromne tłumy ludzi na demonstracji pod Ambasadą Rosyjską oraz odważne (momentami może zbyt odważne, niedyplomatyczne) okrzyki i przemowy podczas wiecu i przemarszu, a także "ogromne morze ludzkich głów" (+ transparentów i flag) dzień później na Mszy Św. w Katedrze Św. Jana o 19.00 i późniejszym marszu pod Pałac Namiestnikowski - to wszystko ożywiło moją nadzieję, że po tak głośnym wołaniu o prawdę Warszawa - i cała Polska - nie mogą popaść znowu w otępienie, odurzenie kłamstwem, że nie może tak spokojnie zanurzyć się w otchłani obojętności i ignorancji. Bo przecież "wiodące" telewizje pokażą te tłumy, tę energię wolności, tych młodych ludzi upominających się o prawdę w mediach, międzynarodowe śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej, ujawnienie zdjęć satelitarnych z 10.04.2010 r.

 

Osobiście nie wiem, jak sytuację pokazywały telewizje (odłączyłam antenę jakiś czas temu), ale to co zobaczyłam i usłyszałam w internecie, przeraziło mnie. To była ta czarna chmura niosąca lodowaty deszcz po pięknym dniu, będącym tylko przerwą w serii zimnych dni. Z relacji internetowych (np. na portalach Niepoprawni.pl, Niezalezna.pl) wynikało, że "wiodące" media totalnie zmanipulowały przebieg wydarzeń - pokazały garstkę obłąkańców, oszołomów, agresywnych nacjonalistów z wywrotowymi transparentami. I jednym głosem stwierdziły, że wszystkiemu - jak zwykle - winien jest Jarosław Kaczyński (bo "upolitycznił" obchody rocznicy), według reżimowych mediów skupiający w sobie całe zło tego świata. Swoją drogą, takie nieustanne podsycanie nienawiści wobec niego może się tragicznie skończyć (już próbowano go zabić, przy okazji zginął inny człowiek) dla tego polityka i innych ludzi niepokornych wobec władzy.

Jednym słowem, ręce opadają…

 

Całe szczęście są jeszcze niezależne media, które uczciwie zrelacjonowały sytuację. Problem polega na tym, że ze względu na "moherową etykietę" docierają one w zasadzie do stałych odbiorców, a inni pozostają obojętni na głos prawdy lub wręcz są niechętni wobec niego (przez tzw. czarny PR stosowany przez prorządowy mainstream). W tej ciemnej chmurze (można by rzec "mgle") kłamstwa i manipulacji pojawiły się też inne promyczki słońca: m.in. oświadczenie Wojciecha Cejrowskiego opublikowane na Facebooku (dostępne też na innych portalach np. http://wpolityce.pl/view/10259/Cejrowski___Bylem_rano_na_mszy_rocznicowej__Na_koniec_tlum_spiewal__Ojczyzne_wolna_RACZ_NAM_WROCIC_Panie_.html)  pt. "POD KRZYŻEM JEST DOBRZE" , a także mówiony felieton Rafała Ziemkiewicza http://tv.rp.pl//video/Wydarzenia,Kraj,Komentarze/Jak-oni-rachuja) odkłamujący medialne doniesienia o garstce ludzi na Krakowskim podczas obchodów rocznicy 10.04.2010. To tylko przykłady przebłysków prawdy w tej chmurze kłamstwa i manipulacji. Było ich dużo więcej, chłonęłam je wszystkie z radością w sercu, bo bez nich można by było się załamać.

 

Ale załamać się - nie wolno w żadnym wypadku. Chrześcijanin powinien żyć nadzieją, która płynie z krzyża Chrystusa. Krzyż jest nie tylko znakiem śmierci, ale i zmartwychwstania. Śmierć przyszła 10 kwietnia rok temu. Zmartwychwstanie też przyjdzie - nieodwołalnie, nie wolno nam stracić tej nadziei. Przyjdą jeszcze słoneczne dni dla Polski, a niebo będzie czyste.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,329243107,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tu chodzi nie tylko o pomnik, nie przede wszystkim ...

środa, 30 marca 2011 19:28

"Jeżeli w Warszawie powstanie dobry i godny pomnik, skończą się demonstracje pod Pałacem Prezydenckim" - deklaruje rzecznik PiS Adam Hofman.

 

Nie wiem jak inni, ale ja osobiście przychodzę na modlitwy i demonstracje na Krakowskie Przedmieście głównie po to, żeby wołać o prawdę o 10 kwietnia. Żeby zademonstrować obywatelskie nieposłuszeństwo wobec zamiatania sprawy pod dywan - oddania śledztwa w ręce putinowskiej Rosji, która siłą rzeczy będzie robić wszystko, żeby prawda nie wyszła na jaw (bo dążenie do prawdy ani nie jest w jej zwyczaju, ani nie leży w jej interesie); wobec konsekwentnie bezkrytycznego powtarzania przez "zaprzyjaźnione media" ewidentnych bzdur zawartych w raporcie MAK-u; braku jakichkolwiek konstruktywnych działań ze strony polskich władz i prokuratury; wobec zmowy milczenia ze strony tak zwanego demokratycznego świata (gdzie jest NATO, do którego podobno jeszcze należymy?)… Dziennikarzy upominających się o prawdę zwalnia się z pracy - praktycznie z wilczym biletem (Stankiewicz, Wildstein, Lichocka, Pospieszalski, Cejrowski - można by długo jeszcze wymieniać). Tacy nie są wygodni, więc nie są już potrzebni. Efekty ich pracy (wielkie brawa m.in. za "Mgłę" Joanny Lichockiej, "Krzyż" Ewy Stankiewicz, felietony satyryczno-patriotyczne Jana Pietrzaka) zazwyczaj krążą dziś w drugim lub trzecim obiegu.

 

Pomnik to sprawa drugorzędna wobec powyższych kwestii. Ale z drugiej strony - to sprawa symboliczna. To, że tego pomnika nie chcą, że wyrzucają znicze i krzyże pamięci do śmieci, świadczy o tym jak bardzo brzydzą się prawdą i pamięcią. Jak to mówią, na złodzieju czapka gore. Gdyby mieli czyste ręce, dążenie do ujawnienia faktów o 10 kwietnia nie wywoływałoby w nich (rządzących krajem i Warszawą) tak panicznego strachu. Ci, którzy nie mają problemów z pamięcią narodową (zbiorową amnezją, tak wygodną w niektórych sytuacjach), pamiętają jeszcze pałowanie podczas demonstracji w stanie wojennym (chociażby z filmów dokumentalnych), a także nielegalny krzyż z kwiatów dla upamiętnienia zabójstwa Grzegorza Przemyka. Wtedy też nie chodziło o pomniki, ale o prawdę.

http://10milionow.pl/jan-bodakowski/wpis/i,469,u...

 

Nie jestem masochistką. Nie jest moim celem rozdrapywanie ran. Też - jak każdy - wolałabym zająć się po prostu swoimi sprawami… I mieć wszystko gdzieś. Ale mam sumienie i ono mi mówi co innego. A jego głos jest dla mnie ważniejszy niż głos "zaprzyjaźnionych mediów" i głosy wszystkich życzliwych zatroskanych o moje zdrowie psychiczne i nerwowe. Życzliwym znajomym i nieznajomym od razu mówię: darujcie sobie umoralniające gadki o tym, że trzeba iść dalej i 10 kwietnia 2010 zostawić w spokoju, że i tak nic nie zmienię. Sama nie zmienię nic, ale wierzę że nie jestem sama w swoim wołaniu o prawdę… Jest nas więcej (o czym przekonuję się każdego 10. dnia miesiąca). A nawet gdybym była sama, to ze mną jest Bóg, bo On zawsze staje po stronie prawdy. "We shall overcome" - podśpiewuję sobie pod nosem.

 

 

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,329088414,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szatan wchodzi w dusze i umysły ludzkie tylnymi drzwiami

niedziela, 20 lutego 2011 13:23

 

Polecam lekturę książki Stanisława Krajskiego "Masoneria i scjentologia" - pozycji otwierającej oczy na jedno z największych zagrożeń duchowych dla współczesnych i przyszłych pokoleń.

 

 

Sekta + pieniądze = śmiertelne zagrożenie

 

Zarówno masoneria (w warstwie ideowo-politycznej) jak i scjentologia (w warstwie psychologiczno-religijnej) są oparte na tych samych "wartościach" - a właściwie antywartościach - zaczerpniętych z praktyk okultystyczno-satanistycznych:

"Dwie podstawowe zasady satanizmu, które znajdujemy w 'Księgach Bestii' Aleistera Crowleya 'Biblii Szatana' Szandora LaVeya to: 'Prawdą jest to, co uznajesz za prawdę' (pogaństwo intelektualne) i "Czyń, co chcesz" (pogaństwo moralne). Masoneria dokłada tu jeszcze taką: 'Nam, jako najbardziej boskim istotom, należy się władza nad innymi ludźmi, nad całym światem'.

Organizacje te są tym groźniejsze, że zagrożenie z ich strony nie jest widoczne gołym okiem: ani masoni, ani scjentolodzy nie mówią o sobie otwarcie, że są satanistami (pewnie większość z nich nawet nie jest tego świadoma, bo to jest wiedza zarezerwowana dla tych o wyższym stopniu wtajemniczenia). Stąd też ideologia ta wdziera się tylnymi drzwiami nawet do Kościoła, czego sygnałem był niedawny koncert słynnego jazzmana - i jednej z ważniejszych postaci "kościoła scjentologicznego"! - w Archikatedrze Warszawskiej. Pisze o tym dr Stanisław Krajski w swojej książce. Warto po nią sięgnąć, warto propagować takie pozycje, będące odtrutką na - politycznie poprawne bądź co bądź, czyli "legalne" - satanistyczne ataki na umysły ludzkie.

 

Załączam skany Wstępu do ww. książki oraz rozdziału VI - "Związki  scjentologii i masonerii"

Wstep1

Wstep2

Rozdz6a

Rozdz6b

Rozdz6c

Rzdz6d

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328770932,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Trzeba przegrać, żeby wygrać

poniedziałek, 24 stycznia 2011 14:43

 

Nie ma lekko. Życiorysy wszystkich świętych, a także innych wielkich ludzi praktycznie bez wyjątku - od zarania dziejów - pokazują, że każdy triumf poprzedza porażka. A mimo to, każdy z nas ma w sobie takiego "wielkiego zwycięzcę", który chciałby wszystko kupić, nie zapłaciwszy za to fortuny; i wygrać od razu. Generalnie tania jest tylko tandeta, za wartościowe rzeczy płaci się drogo. "Tanio kupisz, psom wyrzucisz" - mówi mądre przysłowie. Oczywiście, trzeba zawsze uważać, żeby kupić dobrą rzecz, a nie tylko drogą (kiepską, za to w ładnym opakowaniu). Bólu nie da się do końca wyjaśnić, bo jest tajemnicą. Zostaliśmy stworzeni do raju, takie jest nasze ostateczne przeznaczenie - mamy gdzieś to w mózgu zapisane, więc cierpienie jest nielogiczne i wywołuje odruch buntu… Jednak dojrzały człowiek panuje nad odruchami. Kiedy przegrywasz, zawsze boli. Ale ta przegrana może być początkiem zwycięstwa. Natomiast każde zwycięstwo zdobyte nieuczciwie, np. przez faul, doprowadzi ostatecznie do porażki. Taka jest kolej rzeczy. Lepiej więc najpierw przegrać, żeby ostatecznie wygrać, a nie odwrotnie. Najpierw jest Wielki Piątek, a potem Wielkanoc. Ważne, żeby tę kolejność w życiu zachować. Bo obie te rzeczy: porażka i zwycięstwo staną się wcześniej czy później naszym udziałem, oby właśnie w takiej kolejności.

 

Junior_spiewa.mp3



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328586304,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Marsz Pamięci - wypowiedzi uczestników

środa, 12 stycznia 2011 18:08

 

Każdy, kto mówi, że katastrofa smoleńska go nie dotyczy, oszukuje sam siebie. Można żyć w zakłamaniu… Można zamknąć oczy i nie zauważać pewnych rzeczy, nawet tych najważniejszych, np. faktycznej utraty - czy znacznego ograniczenia - suwerenności Polski. Ale każdy z nas będzie się musiał kiedyś z tego rozliczyć. Ja wolę żyć w prawdzie, w zgodzie ze swoim sumieniem. I dlatego też wzięłam udział w tym marszu (10 stycznia 2011 r., Warszawa).

 

 

"Postawmy życie w prawdzie na pierwszym miejscu, jeżeli nie chcemy, by nasze sumienie porosło pleśnią" - błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328519858,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

"ZAPŁACONO" (drogo)

piątek, 03 grudnia 2010 22:54

 

Krzyż jest pieczątką "ZAPŁACONO" na rachunku wystawionym za nasze wieczne życie i doczesne szczęście. Ten kwit - z niezamazaną, dobrze widoczną pieczątką - zawsze warto nosić przy sobie jak dowód tożsamości. Bo nie wiadomo, kiedy każą nam go okazać… Mając na ścianie czy nosząc na szyi znak krzyża, ogłaszam: Za mnie ZAPŁACONO (Krwią Chrystusa), mam bilet do nieba, mam przepustkę do szczęścia. Bo Bóg jest naszym szczęściem, nawet jeśli tego sobie nie uświadamiamy.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328229602,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Papużka Teo odfrunęła… na zawsze

niedziela, 03 października 2010 20:13

Kupiłam ją jako samca - jako partnera dla Sabrinki, która straciła już wcześniej dwóch facetów. Sabrinę kupiłam (razem z drugim paputkiem) siostrzenicy na Pierwszą Komunię Świętą. I myślałam, że Teo dołączy do Sabriny w niedługim czasie Ale Sabina przebywała na wsi, więc Teo miał pobyć ze mną przez jakiś czas. Kiedy go wiozłam taksówką ze sklepu do domu, tuptał non stop w swoim małym pudełeczku, może zniecierpliwiony hałaśliwą muzyką płynącą z głośników. W domu umieściłam "go" (tak naprawdę ją, jak się później okazało) w klatce. Nie spodobało mu się to i przy najbliższej okazji, kiedy nie było mnie w domu, wyjął jedno z karmidełek (nie słyszałam nigdy o ptaku, który dokonałby takiego wyczynu) i wylazł na zewnątrz. Kiedy wróciłam do domu, byłam przerażona. Ptak siedział na klatce, a okno było uchylone. Dobrze że nie wyleciał... Większe ptaki zadziobałyby go.



  



Już później nie robił mi takich numerów. Wkrótce potem dołączyła do niego Sabrinka, z której siostrzenica nieoczekiwanie zrezygnowała. Ptaszki od razu się polubiły - zachowywały się identycznie (np. czyściły piórka w tym samym czasie, siadały na karniszu, unosząc w górę jedną, tę samą łapkę i zwracając głowę w tę samą stronę), karmiły się nawzajem dziobkami itp. I postanowiłam pozwolić im się rozmnażać. Kiedy zamontowałam przy klatce budkę lęgową, natychmiast zajął ją Teo... I wtedy przekonałam się, że jest samiczką. Zaczął regularnie znosić jajka i wysiadywać je, z tym że oczywiście nie było z nich piskląt.

Ale Sabrinka niespodziewanie odeszła rok temu - zachorowała na nieznaną chorobę i padła zaraz po podaniu antybiotyku. Teo nie umiała się z tym pogodzić. Mimo że kupiłam jej partnera (Kajtusia), przez długi czas siedziała smutna, skulona, wpatrując się w miejsce, w którym po raz ostatni widziała Sabrinę. Ba, niemal do końca swoich dni zasypiała w takiej pozycji, w jakiej pozostawała w noc po śmierci przyjaciółki - zwracając głowę w stronę miejsca, w którym leżało ciałko Sabriny (oczywiście zakryte, schowane - ptak skończył żywot późnym wieczorem). Teo zachorowała zaraz po śmierci Sabriny; miała powiększony brzuszek, więc pani vet stwierdziła, że to pewnie nowotwór, nieoperacyjny, ale że ptak może z tym żyć jeszcze przez jakiś czas. Diagnoza była postawiona w połowie grudnia zeszłego roku, a Teo straciła życie tydzień temu. Zgodnie z zaleceniem lekarki, Teo nie powinna była znosić jajeczek. Ale że była uparciuszkiem, nie mogłam jej przed tym powstrzymać. Upatrzyła sobie tekturowe pudełko na szafie, w którym zrobiła dziurę i zaczęła składać jajka. A, wypuszczałam ją i Kajtusia z klatki - musiałam, bo inaczej padłaby przy próbie wywalania karmnika. Nie dałaby za wygraną. Ale w ostatnich tygodniach była coraz słabsza, zaczęła opadać to na stół, to na podłogę, więc za radą vetki dałam jej budkę lęgową do klatki i tam przeniosłam jej jajeczka. Wywaliła je stamtąd i potłukła. Taki był jej protest song przeciwko temu, co jej zrobiłam. Ale w końcu pogodziła się z faktem dokonanym. Znosiła kolejne jaja w budce lęgowej. Zawsze zaciekle broniła dostępu do niej, dziobała mnie, kiedy wkładałam rękę do klatki.






Ale w tamten piątek już mnie nie próbowała dziobać. Poza tym miała brudny kuperek. Wezwałam do domu panią vet, która stwierdziła że ptak trzyma się nieźle i powinien ożywić się po dwóch zastrzykach. Teo wciąż siedziała na żerdce (nie opadała na dno klatki), a samczyk karmił ją z dziobka. Rokowania więc były dobre. Ale najwyraźniej już przyszedł na nią czas. W pewnym momencie rozpostarła skrzydełka, jakby chciała gdzieś polecieć, ale nie miała już siły. Przytrzymywała się dziobkiem prętów klatki, żeby utrzymać równowagę. Posadziłam ją więc na piasku, żeby nie musiała walczyć z grawitacją. Ale ona nadal miała rozpostarte skrzydełka, jakby chciała wzbić się w górę.  I trzepotała leciutko tymi skrzydełkami, aż do ostatniej chwili, kiedy zaryła dziobkiem w piasek, zamknąwszy oczy. To wszystko stało się tak szybko. Kiedy już słabła, Kajtuś nadal chciał ją karmić, poszturchiwał, jakby chciał powiedzieć: "Nie wygłupiaj się, nie rób mi tego!" Ale kiedy posadowiłam ją na piasku, już się do niej nie zbliżał. Tylko patrzył zdziwionym wzrokiem. Myślę, że nadal się nie pogodził z jej odejściem, mimo że właśnie dokupiłam mu młodego ptaka, żeby nie padł ze stresu.







Nie wiem, czy zwierzęta żyją wiecznie. Nauka Kościoła milczy na ten temat. Ale Święty Franciszek głosił kazania ptakom, a przecież stworzeniom niezbawionym się ich nie głosi... Święty Franciszku, miej w swojej opiece naszych braci mniejszych, bo ci bywają od nas więksi.





Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6455558,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

ZABITO OBROŃCĘ KRZYŻA!

czwartek, 23 września 2010 17:01


Obrońcy Krzyża na Krakowskim Przedmieściu są szykanowani jak za czasów stanu wojennego. Jeden z nich już nie żyje - kopnięto go w klatkę piersiową (policja i straż miejska mają rozkaz nie reagować, kiedy atakuje się ludzi modlących się na Krakowskim Przedmieściu). Innego zamknięto w szpitalu psychiatrycznym (metoda unieszkodliwiania przeciwników politycznych znana z ZSRR). To wszystko dzieje się w "wolnej Polsce".

http://wobroniekrzyza.wordpress.com/2010/09/23/2762/


Swoją drogą, najłatwiej jest kogoś zniszczyć, dolepiając mu łatkę osoby niezrównoważonej psychicznie. Obecnie widać to najbardziej w podejściu "zdrowego" (raczej psychopaty) Palikota oraz przychylnych mu dziennikarzy i polityków do Jarosława Kaczyńskiego. Jakiś autorytet ITI (właściciela TVN i Onetu) uznał wszystkich walczących o prawdę o katastrofie smoleńskiej i domagających się godnego upamiętnienia jej ofiar za paranoików. Moja znajoma, na co dzień pracująca w charakterze psychiatry (również obrończyni Krzyża) skomentowała to tak: "Nie przypominam sobie, żeby ten pan mnie badał. A badanie jest konieczne, żeby postawić diagnozę."



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6421839,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Właśnie usunęli Krzyż spod Pałacu Prezydenckiego

czwartek, 16 września 2010 9:38

Ten rząd usunął go już dawno temu ze swojej polityki, strategii. W tej chwili zniknął też oficjalnie z spod Pałacu Prezydenckiego - czyli z życia państwowego. Ten ruch w sposób materialny potwierdził faktyczny stan rzeczy - czyli to, że w rządach PO nie ma miejsce na sumienie i prawo Boże. Tym samym chrześcijaństwo w Polsce znów zepchnięto do kruchty. Polaków znów skazuje się na schizofrenię postaw (tak było w PRL-u) - jak chcesz, to możesz sobie wierzyć, ale w pracy czy szkole nie masz prawa kierować się swoją wiarą, wyznawać jej.  Nie możesz być sobą w integralny sposób. Czy to jest wolność sumienia i wyznania? To jest faktyczny totalitaryzm. Bardziej niż kiedykolwiek w historii Polski - praktykujących katolików (czyli tych żyjących swoją wiarą) spycha się do getta.

 

Pamiętajmy też o tym, że akurat w ten Krzyż wpisane były wartości uniwersalne - ponadreligijne, takie jak walka o prawdę i niepodległość w kontekście Katynia 2010. Teraz już można, a właściwie trzeba (by oddać słowami faktyczny stan rzeczy), oficjalnie nazwać ten rząd reżimem.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6400012,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Macie tablicę, idźcie stąd!

sobota, 14 sierpnia 2010 19:27

Już jest tablica w ścianie Pałacu Namiestnikowskiego. Podobno 15 minut zajęło robotnikom wkręcenie jej to muru budynku. Jakiś ksiądz to poświęcił, w imieniu tych, którzy zlecili jej instalację; chociaż nawet nie zaproszono rodzin tych, którzy zginęli w tzw. katastrofie smoleńskiej. Nie mówiąc już o tym, że zabrakło premiera i prezydenta, choć podobno wybierają się teraz na odsłonięcie pomnika... żołnierzom radzieckim, którzy zginęli w Bitwie Warszawskiej 1920 roku - dokładnie w 90. rocznicę "Cudu nad Wisłą".

 


Pospieszna instalacja tablicy była "odpowiedzią" na żądanie upamiętnienie ofiar Katynia 2010. Tyle że to wcale nie jest to, o co chodziło... Przyłożyli swoją "miarę rzeczy" (cytat z Lisickiego, naczelnego Rzepy) do tego, co stało się 10 kwietnia. "Cóż takiego się stało? Zginęło parę osób, ale cóż to jest w porównaniu z setkami i tysiącami ludzi, którzy giną codziennie na drogach" - tak pewnie to widzą. Ta tablica tak to pokazuje.

 

A faktem jest, że zginął urzędujący prezydent kraju - na służbie a nie na wycieczce - razem ze wszystkimi głównodowodzącymi sił zbrojnych, wieloma szefami kluczowych urzędów państwowych i ludźmi zasłużonymi dla kraju. Podobna tragedia państwowa nie zdarzyła się nigdy wcześniej (w czasie pokoju) w żadnym cywilizowanym kraju. Taka jest "miara rzeczy". I dlatego katastrofa ta powinna znaleźć ODZWIERCIEDLENIE (zgodne z jej prawdziwym rozmiarem i wymiarem - państwowym oraz społecznym) w adekwatnym symbolu.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6293683,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzień Krzyża na blogach

wtorek, 10 sierpnia 2010 7:04


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6277751,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Brawo Węgry!

czwartek, 05 sierpnia 2010 13:22
W tym kraju (bynajmniej nie w reżimowej Polsce!) powstał pierwszy na świecie pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej. Myślę, że pewnie nasza Święta Królowa Jadwiga, córka Ludwika Węgierskiego i żona Władysława Jagiełły, "maczała w tym palce".

  

http://niezalezna.pl/article/show/id/37345

 

 

Dzięki wielkie - i Węgrom, i Świętej Jadwidze! Myślę, że powinniśmy zorganizować jakieś podziękowania dla rządu węgierskiego, bo nie ma co liczyć na to ze strony naszego rządu (skoro przedstawiciele polskiej ambasady nawet nie wzięli udziału w uroczystości odsłonięcia tego pomnika). Co robią nasze władze? Walczą z krzyżem pod pałacem prezydenckim, upamiętniającym ofiary 10 kwietnia. I duża część narodu, o zgrozo, popiera rząd w tej walce.

 

 

Węgry to chyba jedyny kraj na świecie, który ma dziś prawy, uczciwy rząd. I właśnie dlatego jest tak bardzo atakowany przez instytucje unijne, m.in. Europejski Bank Centralny, który "w obronie niezależności węgierskiego banku centralnego" sprzeciwia się decyzji obcięcia pensji o 2/3 szefowi tamtejszego narodowego banku (uwikłanemu zresztą w jakąś aferę finansową).

 

 

http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=311294

 

 

PS1. Zauważcie, że nasza gazeta, pisząc o premierze węgierskiego rządu, poświęcając mu cały artykuł (na stronie 10 Dziennika, pod powyższym linkiem publikacja jest dostępna jedynie za opłatą), nie podaje nawet jego imienia. Znamienne.

PS2. Z ostatniej chwili: Odessa (miasto w południowej części Ukrainy) uhonorowała śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nadając jego imię jednej z ulic w tym mieście.

http://niepoprawni.pl/content/odessa-uhonorowala-lecha-kaczynskiego

Wcześniej w podobny sposób uhonorowano Parę Prezydencką w Batumi (Gruzja). Prezydent Saakaszwili na wieść o śmierci Lecha Kaczyńskiego nadał mu pośmiertnie tytuł i order Narodowego Bohatera Gruzji. To najwyższe gruzińskie odznaczenie państwowe, przyznawane za szczególne bohaterstwo i zasługi dla kraju.

http://www.tvn24.pl/12691,1657919,0,1,batumi--ul-lecha-i-marii-kaczynskich,wiadomosc.html

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6262847,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ostatni wieczór z Krzyżem pod pałacem

wtorek, 03 sierpnia 2010 15:22
Byłam tam wczoraj. Przed Krzyżem zebrało się więcej ludzi niż zwykle, tradycyjnie była modlitwa i pieśni patriotyczne/religijne. Zresztą w pięknym wykonaniu: intonował je młody kapłan z męskim chórkiem. Potem rozległ się dźwięk silników i klaksonów wielu motocykli - ktoś z tłumu skomentował, że to uczestnicy Rajdu Katyńskiego przybyli na odsiecz ekipie Pani Ewy... Nie wiedziałam, o co chodzi, bo przyszłam "za późno", ale jedna ze znajomych osób zrelacjonowała mi pokrótce zdarzenie, które miało tam miejsce kilka chwil wcześniej. Nie mam czasu w tej chwili go opisywać, więc załączam link do jednego z komentarzy internetowych:

http://niezalezna.pl/article/show/id/37285

Pani Ewo, należą się Pani słowa uznania za to, co Pani ostatnio zrobiła dla Polski. "Solidarni2010" pozostaną w naszych sercach (w sercach Polaków, którzy kochają prawdę) na zawsze. Mam nadzieję, że pozostaną też w postaci więzi, która zawiązała się właśnie pod pałacem prezydenckim po 10 kwietnia, podobnie jak Solidarność w roku 1980 i późniejszych latach niosła ze sobą znacznie większy ładunek znaczeniowy niż sam związek zawodowy. Dziękujemy też za to, że była Pani z nami pod tym Krzyżem w ostatnich dniach (i nocach!), narażając się na szyderstwa i zaczepki ze strony "oświeconych", a wczoraj nawet na ordynarne szykany ze strony przedstawicieli władzy.

Wielkie dzięki i słowa uznania należą się też Księdzu Stanisławowi Małkowskiemu (przyjacielowi błogosławionego Ks. Jerzego Popiełuszki), który wiernie nam towarzyszył ze swoim błogosławieństwem i modlitwą pod pałacowym Krzyżem w ostatnich dniach.

Jak już wspomniałam, wczoraj pod pałacem było więcej ludzi niż zwykle. Ale wielu z nich przyszło, żeby obśmiać "Mohery i Kaczystów". I wcale się z tym nie ceregielili. Swoją drogą, ludzie mają tzw. tupet, nie wahają się dziś pluć na rzeczy największe i najświętsze... bo to jest "en vogue, trendy". Patriotyzm im śmierdzi..."kaczyzmem". Co się dziwić, fałdy mózgowe mają dobrze wyprasowane (za to kręgosłup moralny skrzywiony) przez TVNy, gazety wybiórcze oraz ich "gromadę błaznów na pomieszanie dobrego i złego". Zresztą w pobliżu pałacu jest knajpa, w której przesiadują czołowe postacie POstępowej partii (propagującej brukselskie "chrześcijaństwo" - bez krzyża, za to z in vitro, aborcją i eutanazją) i ich bojówki, więc mogą w każdej chwili zajrzeć pod pałac i dorzucić tam swoją plwocinę (szyderczy śmiech). Ale my to już przecież przerabialiśmy, choć może nie w takim stopniu: był już taki czas, kiedy krzyż i wartości z nim związane odkładano NA ZAWSZE do lamusa wobec "postępowych idei", które miały zmienić świat na lepsze. A krzyż trwa i będzie trwał. I każdy, kto występuje przeciwko niemu, w końcu poniesie klęskę.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6256774,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Miara rzeczy"

wtorek, 13 lipca 2010 8:10

W nawiązaniu do "hałasu" wokół krzyża pod Pałacem Prezydenckim bloger Rzeczpospolitej Paweł Lisicki (http://blog.rp.pl/lisicki) nawołuje, by "nie tracić miary rzeczy". Sugeruje w ten sposób, że nie należy przesadzać z tym całym zamieszaniem wokół tragedii smoleńskiej i ze znaczeniem krzyża (bo w końcu jakaś tablica by wystarczyła).


Co do znaczenia krzyża, to chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego dla Polski (katolickiego kraju od wieków) ma on szczególną wymowę. Tablica to nie jest to samo. Jesteśmy chrześcijańskim narodem i krzyże, np. te przydrożne, stanowią żywe świadectwo naszej wiary. A wiara bez uczynków (świadectwa) jest martwa.


Zastanawia mnie "miara rzeczy" którą stosuje felietonista do oceny wydarzeń. Czy zdarzyła się kiedykolwiek w Polsce - lub na świecie - katastrofa, nota bene w czasie "pokoju", która by zabiła aktualnie urzędującego prezydenta kraju wraz z większością urzędników państwowych i generałów armii? I to jest miara, która wyznacza wielkość tej tragedii. I dlatego krzyż właśnie przed Pałacem Prezydenckim, gdzie tłumy spontanicznie zebrały się, by oddać hołd ofiarom katastrofy z 10 kwietnia zaraz po fakcie, jest jak najbardziej na miejscu. Krzyże mają być wyłącznie w kościołach i na cmentarzach? Tam jest ich pełno i ten kolejny krzyż będzie niewiele znaczył. Winni jesteśmy, jako naród, osobny symbol ofiarom największej katastrofy państwowej w dziejach ludzkości. Jeśli zabierzemy stamtąd krzyż, i przytakniemy temu co sugerują dziś prorządowe media (w ten sposób "plując w twarz" Ofiarom i ich rodzinom), że właściwie nic się nie stało, zrobimy to samo co zrobiono po rzezi katyńskiej w roku 1940 - przyzwolimy na zakłamywanie historii. Nie wolno nam do tego dopuścić, jeśli mamy być cywilizowanym narodem.



 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6175290,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Hołd Tuski

piątek, 02 lipca 2010 23:45


Dziś w Warszawie, w samym centrum miasta, w pobliżu pałacu prezydenckiego, o który właśnie toczy się bój - zaraz po wiecu wyborczym  (wiadomo czyim) -  wystawiono dzieło wiekopomne: Hołd Tuski. Wiem, że to nie pora na tego typu publikacje, ale może jeszcze przez pół godziny parę osób obejrzy fragmenty tego obrazu. Właściwie przedstawia on to, co w ostatnim czasie oglądaliśmy na co dzień w stacjach telewizyjnych i reportażach gazetowych. Nihil novi sub sole - wszyscy znamy te obrazki. A jednak... Szkoda, że nie miałam ze sobą aparatu z prawdziwego zdarzenia. Moje komórkowe zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6127941,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Człowiek z charakterem kontra demagog

środa, 30 czerwca 2010 21:47

Tak odebrałam dzisiejszą debatę pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim - kandydatami na urząd prezydenta RP. Teraz, przez pomyłkę przestawiłam litery w skrócie "RP" i wyszło mi "prezydenta PR". Rzeczywiście, Komorowski byłby raczej prezydentem PR. Wszystkie "rzeczywiste działania", na które dziś powoływał się marszałek, są w rzeczywistości akcjami PR-owskimi. Typowym przykładem jest podwyżka dla nauczycieli, będąca... w sferze przyszłości, a wspomniana jako klasyczny przykład realnych działań rządu. O realnych działaniach - w tym wypadku pieniądzach - mówimy wtedy, kiedy są one już zrealizowane (kiedy pieniądze są w kieszeniach tych, którym je obiecano).

Jarosław Kaczyński tym razem przypomniał sobie, że nie musi chować się w kąt. Bez obrażania się, ale też bez zbędnych ceregieli (we wcześniejszej debacie wydawał się nieco "wycofany", jakby zastraszony), "prostował" po kolei kłamstwa wypowiadane przez kontrkandydata. W odróżnieniu od Komorowskiego, nie uśmiechał się sztucznie, nie wymachiwał rękami (ani nie czynił innych zbędnych gestów), żeby zrobić dobre wrażenie. Był sobą. Mówił tak, jak zwykle wypowiada się - np. na spotkaniach z wyborcami w Europejskim.

Dla mnie Jarosław Kaczyński wygrał tę debatę. Zgoda, może nie jestem bezstronna. Ale chyba obiektywnie jego wypowiedzi były bardziej rzeczowe. Wydaje mi się, że tak bym ich oceniła, nawet gdybym nie miała sprecyzowanych preferencji wyborczych.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6116313,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Miażdżące zwycięstwo Bronka wśród elektoratu więziennego!

niedziela, 27 czerwca 2010 11:43



Głosuj na Bronka - w obronie Rzeczpospolitej Złodziejskiej!





Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6100413,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Sprzedam Polskę - tanio!"

środa, 23 czerwca 2010 10:22

Wyprzedać wszystko - oto polityka tego rządu, który chce sprzedać nawet Mennicę (czyli instytucję, która produkuje pieniądze). Dziwię się "ekonomistom", którzy popierają taką politykę, gdyż jest ona krótkowzroczna. "Dobry polski bank" - PKO BP przynosi Skarbowi Państwa dobre dochody, w postaci dywidendy, co roku. Kiedy go sprzedamy, budżet zostanie zasilony jednorazowo. Skąd później będziemy czerpać dochody?  Wyłącznie z podatków, które trzeba będzie podnosić niemiłosiernie. Kiedy sprzedamy elektrownie, Polska będzie kupować energię od obcych, którzy - jeśli zechcą (a będzie to leżało w ich interesie) - zamkną nasze zakłady. I nie będziemy mieć dostaw energii. Będziemy kupować własne monety od obcych po sprzedaży Mennicy. W końcu będziemy kupować nawet powietrze do oddychania. Nie dziwię się innym państwom, które promują takie pomysły w Polsce poprzez media polskojęzyczne (niby polskie), będące własnością obcych koncernów. Bo przecież w interesie innych państw jest to, żeby Polska była klientem - krajem całkowicie uzależnionym od dostaw z innych krajów. Sprzedaliśmy (zlikwidowaliśmy) stocznie, by kupować statki od innych. Sprzedamy (zlikwidujemy) kopalnie, żeby kupować węgiel, bo nie wierzę, żeby jakieś cudowne paliwo do wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej pojawiło się w najbliższym czasie. Będziemy wtedy idealnym klientem, żeby nie powiedzieć żebrakiem. Są państwa, którym zależy, żeby tak było. Nie dziwię się im. Dziwię się Polakom, że taką koncepcję aprobują, a nawet promują, jak jest w przypadku dzisiejszej publikacji Rzepy (autorstwa Pawła Jabłońskiego).


Obecny rząd sprzedaje obcym koncernom nawet gaz łupkowy (prawa do eksploatacji tego surowca). To jest niewyobrażalny błąd (o ile to jest tylko błąd, a nie celowe działanie na szkodę Polski), gdyż gaz łupkowy to dla Polski wyjątkowa szansa, by w końcu uniezależnić się od dostaw rosyjskich. Ostatnie wydarzenia - wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu do Białorusi - pokazały, co takie uzależnienie może dla nas w przyszłości oznaczać. Dywersyfikacja źródeł energii powinna być dla Polski priorytetem. Tymczasem kandydat na prezydenta reprezentujący rządzącą partię twierdzi, że gaz łupkowy jest nam do niczego nie potrzebny, a jego wydobycie jest wręcz szkodliwe dla środowiska (co w oczywisty sposób przeczy faktom).



Rząd powinien czuć się gospodarzem Polski, a nie tylko zarządcą, który wyprzedaje wszystko po kolei, żeby mieć pieniądze na bieżące potrzeby (głównie kasty rządzącej). Jakim gospodarzem jest ten rząd? Brak mi słów. Przychodzi mi na myśl tylko jeden przykład. Pochodzę ze wsi. Mieliśmy kiedyś sąsiada, który posiadał sporo ziemi i lasek. Nie był to grunt zbyt urodzajny, ale można było na nim jakoś gospodarzyć - podobnie jak na ziemi moich rodziców. Ale ten sąsiad ewidentnie nie miał na to ochoty, więc wyprzedawał ziemię kawałek po kawałku, żeby sobie kupować "niezbędne" rzeczy - pierwszą rzeczą jaką zakupił za pieniądze ze sprzedaży był telewizor (rzecz pierwszej potrzeby!), a za resztę kasy kupował głównie alkohol. W końcu mieszkał nawet w cudzej (niegdyś swojej) chacie; bo człowiek, który zakupił grunt łaskawie pozwalał mu tam przebywać. Typowy dziad. I takim dziadem będzie Polska, jeżeli pozwoli rządowi prowadzić dotychczasową politykę wyprzedaży majątku z kluczowych sektorów dla działania państwa.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6083640,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bronek, tyś najpiękniejszy w całej WSI

czwartek, 17 czerwca 2010 21:07

Takimi transparentami (jak w tytule) podobno komplementowano "jedynie słusznego" kandydata w Poznaniu. Mimo największego poparcia koncernów mediowych, wielkiej kasy zainwestowanej w kampanię wyborczą, sztabowcy Komorowskiego zaczynają się poważnie bać o wynik wyborów... i nie pozwalają się odzywać swojemu ulubieńcowi. Podobno w Krakowie, jak donoszą media ewidentnie sprzyjające Bronkowi, on sam wyznał, że nie będzie odpowiadał na piękne rymowanki na jego cześć, gdyż zabronił mu tego jego sztab w obawie przed kolejną wpadką. Musiał gajowy odeprzeć tę pokusę. Swoją drogą, koledzy z jego własnej partii publicznie wyrażają wątpliwości co do wygranej ich ulubieńca. "Minister finansów w rządzie Donalda Tuska, Jacek Rostowski, spytany przez RMF FM, czy nie wierzy w zwycięstwo Komorowskiego odparł wprost, że 'jest poważne ryzyko, że może wygrać Jarosław Kaczyński'. A Janusz Palikot - polityczny ojciec chrzestny Bronisława Komorowskiego - mówi, że zwycięstwo z Kaczyńskim nie będzie łatwe" - piszą autorzy blogu Komoruski-Bibula.pl. Sami PO-wcy astanawiają się, czy aby na pewno te sondaże zamawiane przez Gazetę Wymiotną czy Tusk Vision Network (określenie TVN-u z cytowanego blogu) są miarodajne. Bo internetowe sondaże - i np. niezależny sondaż społeczny Prof. Rafała Brody - przedstawiają zupełnie inne proporcje. Dla przypomnienia podam dwa linki:

http://polskie-partie-polityczne.appspot.com/president-election

http://www.polskie-wici.pl/

Ale nie załamuj się, Bronku - na pewno dostaniesz 100% głosów od oficerów WSI, konfidentów bezpieki oraz penitencjariuszy...




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6057919,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jaja-zbuki Gazety Wyborczej - czyli co w prasie piszczy

wtorek, 15 czerwca 2010 10:34

Gazeta Wyborcza, zgodnie ze swoją nazwą, jest naczelnym organem "Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej". Jakże GW mogłaby przełknąć coś takiego jak pluralizm czy polifonia w telewizji publicznej? Ma być jeden głos: POparcia dla jedynie słusznego kandydata i jedynie słusznej partii. No i teraz - kiedy rozwiązali "reakcyjną" KRRiT mają już wszystko dla siebie: TVP, IPN, NBP ... itp. itd. Teraz już mają wszystko pod kontrolą, teoretycznie przynajmniej. Bo PZPR też do czasu kontrolowała sytuację, a Polacy - wbrew temu co widzieli i czego doświadczali na co dzień - wierzyli, że "Polska rośnie w siłę a ludziom żyje się dostatnio". Wówczas byliśmy 10. potęgą świata i wysyłaliśmy (a konkretnie Urban wysyłał) śpiwory dla biednych Amerykanów śpiących pod mostem. Podobnie jak nam teraz "żyje się lepiej. Wszystkim". Jesteśmy wszak "zieloną wyspą wzrostu PKB na tle pogrążonej w recesji Europy", a rząd zadeklarował wsparcie (liczone w miliardach euro) dla tonących krajów strefy euro. Ale pod koniec PRL-u (Sierpień '80) w końcu ktoś odważył się powiedzieć (jak w baśni Andersena), że król jest nagi, a inni dostrzegli, że coś w tym jest... Teraz też może coś takiego się stać.

P.S. Powyższy komentarz umieściłam pod rubryką "Niepoprawne" Bronisława Wildsteina (art. Marzenie o dwururce"), na dzisiejszej stronie Rzeczpospolitej. Zachęcam do czytania blogów Rzepy (dostępnych na stronie internetowej wydawnictwa).

http://blog.rp.pl/wildstein/2010/06/14/marzenie-o-dwururce/




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6044467,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Publicysta "Dziennika" zachęca do oddawania nieważnych głosów

poniedziałek, 14 czerwca 2010 13:17
Może jestem przewrażliwiona, może to tylko teoria spiskowa (oby tak było!), ale wydaje mi się, że jest to przygotowywanie gruntu pod fałszerstwa wyborcze (tj. przekazanie opinii publicznej, że duży odsetek nieważnych głosów byłby czymś naturalnym i ze wszech miar właściwym). Zwolennicy "jedynie słusznego" kandydata, siedzący w komisjach wyborczych, będą dostawiać krzyżyki na naszych kartach z ważnymi głosami tak, aby były one nieważne.  I w efekcie spełni się "proroctwo" publicysty dziennika - kilkanaście procent oddanych głosów będzie nieważnych. Logika jego argumentacji - cytuję: "Nieważny głos będzie wyrażał nasz sprzeciw wobec sposobu prowadzenia polityki po 2005 roku" -wydaje mi się pokrętna i niewiarygodna. Tak jak śpiewał kiedyś Rudi Szubert: "Pewien urzędnik z urzędu nie przyszedł dzisiaj do pracy. Chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko niskiej płacy."

http://prawo.gazetaprawna.pl/komentarze/428286,rybinski_niewazny_glos_ma_znaczenie.html

 

Dlatego jeszcze raz proszę wszystkich o podpisanie petycji do OBWE o delegowanie niezależnych obserwatorów na wybory prezydenckie w Polsce AD 2010. Można to zrobić poprzez poniższy link.

http://pis-sympatycy.pl/



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6039612,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lech i Maria Kaczyńscy uhonorowani medalem "Zło dobrem zwyciężaj"

sobota, 12 czerwca 2010 14:23

Para Prezydencka została uhonorowana medalem "Zło dobrem zwyciężaj" przez Ogólnopolski Komitet Pamięci ks. Jerzego Popiełuszki. Uroczystość wręczenia medalu odbyła się podczas Mszy Św. sprawowanej wczoraj - 11 czerwca w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Poszliśmy (my czyli przedstawiciele Solidarnych 2010) na to nabożeństwo, bo to miało być uczczenie Ofiar Katynia II oraz dziękczynienie za beatyfikację Ks. Jerzego Popiełuszki. Taka miała być intencja mszalna. Jednak dodatkowo uczestniczyliśmy w tak wielkim wydarzeniu. "Jak Ci dziękować, żeś mi dał tak wiele, iż jestem w życiu jak ów gość przygodny, co zaproszony został na wesele niespodziewanie. I nie odszedł głodny."

Swoją drogą szkoda, że tak ważna uroczystość nie została ani nagłośniona, ani zrelacjonowana w satysfakcjonujący sposób przez media. Nie dość, że śp. Lech i Maria Kaczyńscy byli wyrzuceni poza margines za życia społecznego (mimo tak ważnej funkcji jaką pełnili, wybrani przecież przez większość narodu w wolnych wyborach) - wszak ich szkalowanie i ośmieszanie weszło do kanonu poprawności politycznej za sprawą dobrze nam znanych ugrupowań i mediów - to i teraz, po ich śmierci w tak tragicznych okolicznościach, odmawia im się prawa do istnienia w pamięci ludzi.

CO DALEJ Z KRZYŻEM?

Po całej uroczystości zostaliśmy wszyscy zaproszeni na poczęstunek. Serdecznie dziękujemy. Dzieliliśmy się chlebem (a raczej ciastem) z tak wspaniałymi i godnymi szacunku Osobami jak żołnierze AK, członkowie Rodziny Błogosławionego Ks. Jerzego Popiełuszki, Ks. Stanisław Małkowski, przyjaciel Ks. Jerzego (przepraszam, jeśli kogoś pominęłam). Przy okazji postanowiliśmy zapytać o możliwość  pozostawienia ryngrafu z Matką Bożą Częstochowską oraz Wizerunku Jezusa Miłosiernego przy Krzyżu na placu przed Pałacem Prezydenckim. Chcieliśmy tam też zostawić - obok zdjęcia śp. Pary Prezydenckiej - zdjęcia wszystkich Ofiar tragedii smoleńskiej. Bo przecież ludzie kojarzą sobie Pałac Prezydencki właśnie jako tako miejsce zadumy i refleksji nad tym, co się stało. Tam się tak tłumnie zgromadzili, bez żadnych nawoływań - spontanicznie zaraz po katastrofie. Zawsze, kiedy przychodzimy tam za nich się pomodlić, przynosimy tam te Symbole, bo one dla nas, wierzących wiele znaczą. I dowiedzieliśmy się, z dobrze poinformowanych źródeł, że nie tylko nie można tam nic zostawiać ("żadnych gadżetów"), ale i sam Krzyż zostanie wkrótce przeniesiony "we właściwe miejsce" (prawdopodobnie do jednej ze głównych świątyń). Czyli tam, gdzie tacy "wichrzyciele" jak my nie będą już mogli budzić w ludziach - poprzez naszą modlitwę i pieśni - "demona patriotyzmu" ani pragnienia poznania prawdy - o przyczynach Katynia II i nie tylko.

Ponadto wszelkie kwiaty, nawet wieńce, oraz wszystkie inne rzeczy pozostawione przed wizerunkiem Pary Prezydenckiej są codziennie wieczorem uprzątane przez służby miejskie wraz z wypalonymi zniczami. Komu przeszkadzają np. fotografie innych Ofiar Katynia II, wciąż świeże kwiaty, święte obrazki itp.? W demokratycznym kraju tak symboliczne i ważne miejsce powinno należeć do narodu, a nie do tych "pełniących obowiązki" - dodajmy, pełniących je nadgorliwie.




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6031121,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Solidarni 2010 witają Tuska w Brukseli

środa, 09 czerwca 2010 20:53


... bynajmniej nie chlebem i solą. Solidarni 2010 przywitali Tuska (który tam dziś gości wraz z większością ministrów) w Brukseli z transparentami "Stop Kłamstwom", "Nie niszczcie Polski". Demonstranci apelowali o rzetelne śledztwo ws. katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Mówią o tym chicagowskie media (usłyszałam o tym w rozmowie telefonicznej) oraz - co mnie zaskoczyło, znając tendencje tej gazety - internetowa wersja Dziennika, który publikuje news pod tytułem: "Solidarni 2010" przeciwko Tuskowi.

http://www.dziennik.pl/polityka/article623503/Solidarni_2010_przeciwko_Tuskowi.html

Dobrze się dzieje, że nawet w takich "mainstreamowych" mediach dziennikarze już się "budzą", wołając o prawdę. To daje pewną nadzieję na przyszłość. Myślę, że portal Niepoprawni.pl - ze swoją konsekwentną walką z zakłamaniem - znacząco przyczynił się do tego przebudzenia. Co prawda jeszcze wątłego, ale... Ludzie już widzą np., że GW traci czytelników, co pięknie dziś podkreślił Rafał Ziemkiewicz w Rzepie. Sypnął też superdowcipem (wartym rozpropagowania): Po czym poznać, że Bronisław Komorowski zaraz palnie coś niemądrego? Po tym, że otwiera usta.

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/06/08/znaki-w-kioskach-i-w-sieci/

Jeszcze trochę, a może przestanie się opłacać mediom stosowanie Gebelsowskiej metody propagandowej: "Kłamcie, kłamcie, kłamcie, a zawsze coś z tego zostanie ludziom w głowach." Naród przestanie kupować ich bajeczki i ich akcje polecą w dół. Nawet dodawanie gadżetów i płyt do codziennych wydań nie skłoni czytelników do zakupu szmatławca. Osobiście nie tykam niektórych tytułów (takich jak np. GW, Przekrój czy Newsweek, nie wspominając już o urbanowym Nie) nawet kijem, żeby się nie pobrudzić. Jeszcze tylko ogłoszenia drobne trzymają Agorę przy życiu. Ale i to się może kiedyś skończyć, jak alternatywne wydawnictwa porządnie zabiorą się do roboty.

A propos strony internetowej Dziennika, jest tam opublikowany sondaż: "Kampanię wyborczą którego z kandydatów na prezydenta oceniasz najwyżej?"Wyniki są rewelacyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę tendencje gazety: 22% dla Komorowskiego (jest na szczycie listy, dlatego wymieniam go w pierwszej kolejności) i... 57% dla Jarka!



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6022237,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ważne, jak będą liczyć nasze głosy! Podpisz petycję do OBWE!

wtorek, 08 czerwca 2010 22:07

Petycję o powołanie międzynarodowych obserwatorów OBWE na czas wyborów prezydenckich w Polsce w roku 2010 można podpisać pod linkiem:

http://pis-sympatycy.pl/

I trzeba koniecznie to zrobić. Bo nic nie da nasza walka klawiaturą o niezależne wybory i prawdę, jeżeli oni i tak policzą głosy według własnej metodologii. Zapowiedzieli wszak, że zrobią "absolutnie wszystko, żeby wygrać te wybory". Nie możemy przespać tego momentu. Działajmy, póki jeszcze jest na to czas.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6019462,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zwycięstwo prawdy zaczyna się od modlitwy

wtorek, 08 czerwca 2010 0:11

Ruch Solidarni 2010, zapoczątkowany przez niektóre z tych osób, które wypowiadały się w programie Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego pod ww. tytułem, po  dzisiejszej mszy za Ojczyznę zorganizował przemarsz pod Pałac Prezydencki, aby modlić się za WSZYSTKIE osoby, które zginęły 10 kwietnia w drodze na obchody 70. rocznicy mordu katyńskiego. Przypominam, że nabożeństwa takie odbywają się od czasu pamiętnej mszy za ofiary katastrofy smoleńskiej, w Kościele Ojców Kapucynów przy ul. Miodowej 13 w Warszawie co poniedziałek o 18.30 (po nich jest zwykle homilia lub prelekcja/pokaz na tematy związane z patriotyzmem). Nie było zbyt wielu uczestników przemarszu, a szkoda... że tylko nieliczni o nim wiedzieli. Ale organizator tego wydarzenia zapewnił, że taki pomysł narodził się w jego umyśle dopiero wczoraj wieczorem, tuż po mszy i procesji beatyfikacyjnej Księdza Jerzego Popiełuszki, a chwilowo nie ma dostępu do Internetu, więc nie miał możliwości nagłośnienia spotkania. Mało więc nas było, ale Chińczycy mają takie powiedzenie, że nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. A Jezus powiedział, że gdzie dwóch lub trzech zbierze się w imię Moje, tam On jest pośród nich. Zrobiliśmy więc tych kilka kroków od Miodowej pod Pałac Prezydencki z modlitwą (i Jezusem przyjętym w Komunii Św.) w sercach, a potem na ustach. Była Koronka do Miłosierdzia Bożego, "dziesiątka" Różańca, modlitwa dziękczynna za Błogosławionego Jerzego Popiełuszkę oraz Apel Jasnogórski. Wszystko to przed poświęconą figurką Matki Bożej Fatimskiej oraz obrazkiem z Jezusem Miłosiernym - które przyniósł ze sobą przedstawiciel Solidarnych 2010 i ustawił przed zdjęciem śp. Pary Prezydenckiej (obok której postawił przyniesione ze sobą zdjęcia innych osób, które straciły życie "pod Katyniem"). Figurka oraz obrazek mają być "przechodnie" - któraś z osób biorących udział w spotkaniu modlitewnym zabiera je do domu do następnego "zgromadzenia". Ja wzięłam figurkę Matki Bożej, trochę bojąc się, żeby jej nie stłuc po drodze. Poświęcona figurka lub obraz to nie jest tylko "przedmiot" - bardzo w to wierzę. Teraz pora na codzienną modlitwę w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej, a przede wszystkim o prawdę, wolność, sprawiedliwość i Solidarność - o te wartości, za które oddał życie Błogosławiony Jerzy Popiełuszko... oraz "96. Sprawiedliwych" (po przecież lecieli tam, by dać świadectwo prawdzie o mordzie katyńskim).

I to był ten symboliczny "pierwszy" (oczywiście wiem, że były już przedtem inne) modlitewny krok w walce o prawdę. Teraz pora na kolejne. 10 czerwca miną dwa miesiące od tej tragicznej dla Polski chwili. Osoby biorące udział w dzisiejszym spotkaniu przypomniały o tym i zaprosiły do zebrania się pod Pałacem Prezydenckim o 8.41 (moment rozbicia się samolotu) w czwartek, 10 kwietnia. Wiadomo, że nieliczni mogą przyjść o tej porze, więc ci którzy pracują od rana, a chcą uczcić ofiary katastrofy, zgromadzą się o godz. 17.00 - tak przynajmniej usłyszałam na dzisiejszym spotkaniu. Skorygujcie tę informację, jeśli jest w niej jakaś nieścisłość. Przecież musimy tam być - razem! - żeby "się na nowo policzyć", jak tego chciała śp. Anna Walentynowicz.

A następny  i najważniejszy krok - bo przecież dla nas, wierzących, Eucharystia jest źródłem i szczytem - będzie miał miejsce 11 CZERWCA 2010 R. O GODZ. 16 W WARSZAWSKIEJ KATEDRZE POLOWEJ WOJSKA POLSKIEGO. Będzie to "MSZA ŚWIĘTA DZIĘKCZYNNA ZA BŁOGOSŁAWIONEGO KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKĘ I MODLITWA ZA ŚP. LECHA KACZYŃSKIEGO, JEGO MAŁŻONKĘ ŚP. MARIĘ KACZYŃSKĄ, KS. BP. TADEUSZA PŁOSKIEGO ORAZ WSZYSTKIE OFIARY KATASTROFY W SMOLEŃSKU POD KATYNIEM" (cytuję z obrazka wydanego specjalnie na tę okazję, dostałam go do przekazania tej informacji dalej - Wam wszystkim).

 

Zachęcam wszystkich do udziału we wspomnianych wydarzeniach oraz do codziennej modlitwy w ww. intencjach. Naprawdę wierzę w to, co napisałam w tytule - i tę moją wiarę podtrzymuje najnowsza historia naszej części Europy, gdzie przemiany rozpoczęły się od Papieża-Polaka (zakorzenionego w myśli i działaniu Kardynała Stefana Wyszyńskiego) i Jego modlitwy na Pl. Piłsudskiego w czerwcu 1979 r.: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi".

"Postawmy życie w prawdzie na pierwszym miejscu, jeżeli nie chcemy, by nasze sumienie porosło pleśnią" - apelował z kolei Błogosławiony Jerzy Popiełuszko podczas Mszy za Ojczyznę 27 lutego 1983 r., a potem przypieczętował swoją służbę prawdzie męczeńską śmiercią. To musiało zaowocować wolnością... Na razie, niestety częściową, jak się okazało, ale wszystko przed nami. Bo przecież "wolność jest w nas."


PS. Wiadomość z ostatniej chwili nt. innych nabożeństw w intencji Ojczyzny: 13 czerwca o godz. 11.00 w kościele Św. Stanisława Kostki w Warszawie (c.d. dziękczynienia za beatyfikację Ks. Jerzego) oraz co niedzielę Msza Św. w kaplicy Muzeum Powstania Warszawskiego, o godz. 12.30 (w niedziele wstęp do tej placówki jest bezpłatny).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6016502,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Prawo i Sprawiedliwość ma "nowego" Orędownika w niebie

niedziela, 06 czerwca 2010 18:41

Napisałam to w cudzysłowie, bo wierzę, że Ks. Jerzy Popiełuszko zawsze wstawiał się za Prawem i Sprawiedliwością. Nawet kiedy nie było jeszcze tej partii, już istniały te wartości, na które bardzo często Kapłan Solidarności powoływał się w swoich homiliach. Tym wartościom ugrupowanie Kaczyńskich nigdy się nie sprzeniewierzyło. Uprzedzając ewentualne protesty przeciwników PiS, wyjaśniam że nie chcę "przywłaszczać" (czy też "zawłaszczać") sobie - ani ugrupowaniu, które popieram - myśli i dzieła Księdza Popiełuszki. Mam tylko odczucie, że ci, których widać dziś było na pierwszych siedzeniach podczas uroczystości beatyfikacyjnych, są na bakier z Jego nauczaniem. Chociażby w kwestii śledztwa dotyczącego katastrofy Smoleńskiej czy IPN - domyślamy się, co by Błogosławiony Jerzy powiedział na ten temat. To samo, co mówił do swoich słuchaczy w czasach terroru: że nie istnieje rzeczywiste pojednanie bez prawdy; że nie można budować przyszłości w oderwaniu od przeszłości. Natomiast polityka ludzi rządzących dziś tym krajem ewidentnie kłóci się z tymi zasadami. Nie mamy "patentu na Ks. Popiełuszkę". Każdy, kto chce, może czerpać z Jego dziedzictwa do woli (zalecamy to wręcz rządzącym, bo z pewnością przysłużyłoby się to Polsce).  Ale ktoś, kto otwarcie i bezczelnie rozgłasza teorie sprzeczne z zasadami, którymi żył Jerzy Popiełuszko, a także prowadzi politykę niezgodną z Jego nauczaniem, nie ma moralnego prawa powoływać się na Jego etos. Nie zdziwiło mnie więc ogólne "buczenie", kiedy na telebimie na Placu Piłsudskiego pojawiła się postać Lecha Wałęsy. To, co ten człowiek w tej chwili robi, nie ma nic wspólnego z tradycją solidarnościową - ba, ewidentnie się z nią kłóci.




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6011285,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Idzie Nowe...

piątek, 04 czerwca 2010 18:44

Zadzwoniła do mnie dziś bliska mi osoba z USA, z informacją o tym, jak to "ciepło i serdecznie" nasza polonia w Londynie przyjęła naszego szacownego P.O. Prezydenta i przyszłego (tfu, odpukać! Daj Boże, niedoszłego) Prezydenta PO. To gorący temat w Chicago. A u nas cicho sza... Prasa, radio i telewizje i milczą na temat tego doniosłego wydarzenia. Nawet "Niepoprawni.pl" nic o tym nie wiedzą (bo i skąd?) No, ale trzeba oddać honor Rzepie. Jeden z felietonistów tego dziennika zauważył w przeglądzie prasy (http://blog.rp.pl/blog/2010/06/04/tomasz-pietryga-czy-londyn-jeszcze-popiera-platforme/) powołując się na źródła "Rz", że przeciwnicy marszałka przynieśli transparenty: "2007 obiecanki, 2010 cacanki", "Witamy przyjaciela Putina" i "Nie chcemy tragedii, prezydenta z Wikipedii". Rozdawali ulotki "Cóż obieca nam znów Bronek, czego nie powiedział Donek".


A co będzie z TVP? Po zawetowaniu KRRiT przez nasz parlament, będziemy mieć znów jedynie słuszną telewizję publiczną, głoszącą wielkie sukcesy obecnego rządu, w najlepszym razie publikującą "kontrowersyjne" materiały o ciężkim losie zwierząt gnębionych przez złych ludzi. I "będzie nam się żyło lepiej. Wszystkim." Wściekle czerwony kolor bluzeczki ślicznie uśmiechniętej Chmielowskiej-Olech w dzisiejszym "Teleekspresie" dobrze oddaje kierunek nadchodzących zmian w TVP.


W Warszawie wyburzają zabytki, z szumnym hasłem na szyldach w miejscach, gdzie stały stare domy: "Wyburzamy stare, by tworzyć nową rzeczywistość" (Sorry, jeśli się pomyliłam w którymś ze słów, cytuję z pamięci. Jak ktoś chce zobaczyć takie hasło, to jest w okolicy Muzeum Powstania Warszawskiego). Podobno zabrali stare meble z dworku Chopina w Żelazowej Woli, odzierając to miejsce z ducha epoki (a ściślej biorąc z czegoś, co można określić jako "genius loci"). Idzie Nowe. Jak kiedyś Nowa Huta w "starym, reakcyjnym" Krakowie. Naprawdę zaczynam się bać.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6002645,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Polska wciąż może wygrać...

poniedziałek, 31 maja 2010 14:43
 

Według nieoficjalnych wyników niezależnego sondażu opinii publicznej przeprowadzonego przez prof. Rafała Brodę z Krakowa (a właściwie jego społeczną grupę badawczą), w najbliższych wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński może liczyć na 52,7% głosów. Na Bronisława Komorowskiego chce głosować 27,3% Polaków. Napieralskiego popiera 3,7% wyborców, zaś Janusza Korwina Mikke oraz Andrzeja Olechowskiego - po 2,7%. Sondaż przeprowadzono na reprezentatywnej próbie 1800 osób. Według zapowiedzi prof. Brody (na antenie Radia Maryja, jednej z nielicznych dziś niezależnych rozgłośni), oficjalne wyniki ww. badania mają być opublikowane dziś wieczorem na stronie www.polskie-wici.pl.

 

Jak to ktoś mądrze powiedział, mamy do wyboru dwa hasła: albo "Bóg, Honor, Ojczyzna", albo "Wróg, Horror, Obczyzna". Można wybrać "Prawo i Sprawiedliwość" lub "Nieprawość i Niesprawiedliwość". Wybierzmy właściwie, nie bądźmy samobójcami (tym razem).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5984000,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Osiem błogosławieństw na dziś

niedziela, 23 maja 2010 10:51

 

Błogosławieni ci, którym pieniądz nie przeżarł serca, bo swój skarb znajdą w niebie.

Błogosławieni ci, których żałobny smutek jest szczery, bo i pocieszenie znajdą prawdziwe.

Błogosławieni, którzy krzyczą milczeniem, bo oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy nie uznają pojednania bez prawdy, bo Jerzy Popiełuszko wstawia się za nimi.

Błogosławieni ci, których dar jest nie tylko elementem kampanii wizerunkowej, bo oni złożyli depozyt w banku niebieskim.

Błogosławieni, którzy nie oglądają obleśnych filmów i programów, bo oni będą oglądać samego Boga twarzą w twarz.

Błogosławieni, którzy wolą Boży pokój od tzw. świętego spokoju, bo do nich Bóg się przyzna.

Błogosławieni ci, których zaliczono do oszołomów dlatego, że walczą o prawdę i sprawiedliwość, bo Bóg będzie walczył po ich stronie.

 

Innymi słowy, błogosławieni ci, którzy nie boją się być wyśmiani i wyklęci. Bo tak tu jest od wieków, że "z górki" mają tylko ci, którzy tam się chwieją, gdzie wiatr powieje. Ci przeważnie mają życie bez większych problemów... Ale czy to jest życie?



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5953386,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czarnych skrzynek nie dostaniemy

czwartek, 20 maja 2010 7:43


Zatem rosyjskie władze, znane ze swojej "obiektywności, rzetelności i przestrzegania cywilizowanych standardów" (a także pluralizmu - zob. rysunek), wcisną nam swoją wersję wydarzeń: pięknie "zredagowane" (okrojone , przycięte pod wymiar) zapisy z czarnych skrzynek. Będzie to w zasadzie ta sama wersja, którą z uporem maniaka lansowały już chwilę po katastrofie, mimo odmiennych opinii ekspertów lotniczych. A GW i TVN tryumfalnie ogłoszą, to co już wcześniej sugerowały, że to nasz (dla mnie świętej pamięci, dla nich zawsze niewygodny) Prezydent spowodował katastrofę, bo naciskał na pilotów. Ci z kolei byli niedoszkoleni. A prawdę o tragedii smoleńskiej świat pozna... 70 lat później, tak jak było w przypadku zbrodni katyńskiej. Dzięki ci, rządzie, który polskim jesteś tylko z nazwy.

Henryk SawkaRys. Henryk Sawka



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5939478,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Marszałek uzurpator

poniedziałek, 17 maja 2010 3:58
 

P.o. prezydenta z ramienia PO. Pierwsze, co zrobił  TW Litwin po śmierci ś.p. Prezydenta Polski to anulował jego decyzje (np. tę o przesłaniu ustawy o IPN do TK) i zrobił skok na instytucje zarządzane dotychczas przez zmarłych przedstawicieli opozycji. Abstrahuję od WSI-owej przeszłości BK. Powiedzmy, że każdy może się nawrócić, zyskać drugą szansę - i ją wykorzystać. Ale w tym przypadku widzę coś zupełnie innego.

Teraz powołuje jakąś radę, o której wyczytał w Wikipedii. W tymże źródle jest też pewnie opisana Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON). Radzę zajrzeć tam i poczytać, a potem skojarzyć to sobie z tym, co w tej chwili dzieje się w tym kraju... który znów nie jest zagranicą dla p.o. naszych "sojuszników".



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5926183,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Polskość to nienormalność" - kto tak powiedział?

wtorek, 11 maja 2010 17:29
A to ci zagadka! Nie dla wszystkich. Są tacy, którzy wiedzą, że powyższe słowa pochodzą   z wystąpienia Tuska na zjeździe Kaszubów. W ankiecie na temat polskości opublikowanej w miesięczniku ZNAK w nr 11-12 z 1987 roku - str. 190 Donald Tusk tak mówi o sobie:

"Jak wyzwolić się od tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od narodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? POLSKOŚĆ TO NIENORMALNOŚĆ - takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać... Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski - tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu".

Ktoś, kto tak myśli, nie powinien żyć w tym kraju (skoro mu ewidentnie nie pasuje), a tym bardziej być jego premierem.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5897705,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

WP nie jest moim portalem - reklama "wieńcząca" blog nie jest moja

wtorek, 11 maja 2010 16:45

Tu założyłam blog - i siłą rozpędu dalej go prowadzę. Kiedy go zakładałam, nie wiedziałam że w pewnym momencie dodadzą reklamę na całą szerokość górnej części strony. Reklamują często rzeczy, których ja bym nie tknęła nawet kijem, z daleka. A w pewnym sensie ja to promuję. Informacje na stronie głównej mają "politycznie poprawne", czyli rządowe. Poradźcie, gdzie można przenieść blog w całości, nie w kawałkach (byle nie na  żadną ze stron należących do Agory czy ITI - czyli reżimowych koncernów, które kłamią na okrągło). Nawet za drobną opłatą, byle nie było tych wstrętnych reklam. Mam już dość tego portalu.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5897386,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Oto dlaczego Rosja tak "kocha" Polskę w tej chwili

piątek, 07 maja 2010 10:00

"Narody nigdy nie nienawidzą tych, których ujarzmiły. Nienawidzą, gdy same zostaną ujarzmione."

Tak napisała Julia Łatynina (ur. 1966) - rosyjska pisarka i publicystka (http://www.fronda.pl/news/czytaj/julia_latynina_katyn_2_1). Przeraża mnie to, że Tusk tak chętnie oddał śledztwo w ręce Putina, że nie domaga się dostępu polskich śledczych do czarnych skrzynek - bez tego prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Znowu rzucą jakąś bajkę w stylu błędu pilota lub nacisków (w domyśle Kaczyńskiego) na załogę samolotu. I poprą to spreparowanymi zapisami z czarnej skrzynki, których nie pozwolą zweryfikować z nagraniami. A najbardziej boli mnie to, że wielu Polaków (zwłaszcza młodych) zgadza się na taką wersję i wierzy w nagłe zmartwychwstanie przyjaźni "polsko-radzieckiej" - bo tu raczej z czymś takim mamy do czynienia. Wierzę w solidarność części narodu rosyjskiego z Polakami. Ale nie uznaję przyjaźni ani pojednania bez prawdy. W takim wypadku to nie jest nic innego niż to, co przeżywaliśmy za czasów PRL-u, kiedy tak naprawdę byliśmy pod okupacją radziecką. Włos się jeży na głowie na myśl o tym, że to wraca... Wiele bym dała za to, żeby to co piszę, okazało się tylko "spiskową teorią dziejów". Obawiam się jednak, że niestety jest to fakt.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5875626,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Program partii NIEmiłościwie nam panującej - spełnienie obietnic

czwartek, 29 kwietnia 2010 13:22

Kiedy Platforma Obywatelska ubiegała się o władzę (którą dziś dzierży praktycznie niepodzielnie), jej lider D. Tusk zapowiedział, że nas wszystkich uszczęśliwi i opublikował listę obietnic tej partii. Po dzisiejszej decyzji B. Komorowskiego, która w praktyce oznacza likwidację IPN-u (podporządkowanie go rządowi) stwierdziłam, że wszystkie moje obawy związane z rządami PO - sformułowane jako "czarny scenariusz" (przerysowany, jak wtedy myślałam) - spełniły się z nawiązką. Poniżej prezentuję swoją parodię programu tej partii sprzed ponad dwóch lat. I wcale to nie jest zabawne, że niegdysiejsza satyra okazuje się dzisiejszą rzeczywistością.


Program PO


1. Wolność; wyzwolić się spod kontroli CBA, NIK, IPN i innych organów, które zamierzają patrzeć na ręce Balcerowi, Gronkowiec-Waltz oraz innym autorytetom (świętym krowom), które wyprzedały część majątku Polski i zamierzają opylić resztę.

 

2. Równość; wyrównać co się da: najpierw podatki (dla 98 proc. Polaków w górę, reszcie w dół), a potem wszystkich zrównać z glebą.

 

3. Braterstwo; wypuścić bandytów z więzień i zbratać się z nimi, w celach resocjalizacyjnych.

 

4. Prawa człowieka; każdy złodziej ma prawo grabić i żadne CBA ani CBŚ nie może mu w tym przeszkodzić.

 

5. Konstytucjonalizm; Trybunał Konstytucyjny ma osądzić, na życzenie PO, rząd prawa i sprawiedliwości. Przy okazji TK zakaże całkowicie działań lustracyjnych, co już w dużej części mu się udało.

 

6. Swobody obywatelskie; każdy może swobodnie 'strzelać do kaczek'

 

7. Ekologia; zmienić Polskę w skansen, żeby ptaki i inne zwierzaki mogły swobodnie się rozmnażać nie tylko w Dolinie Rospudy, ale i innych rzek.

 

8. Właściwe relacje z sąsiadami; zgadzamy się na oddanie Gdańska, Śląska i innych terenów poniemieckich, żeby zapanowała ogólna zgoda i porozumienie na arenie międzynarodowej.

 

9. Prestiż Polski na arenie międzynarodowej; żeby gazety dobrze o nas pisały, zgadzamy się bez fochów na rurociąg północny (nie szkodzi, że parę bombek z drugiej wojny św. wybuchnie przy okazji, niszcząc nasze środowisko).

 

10. Ogólny dobrobyt; żeby nam się żyło lepiej, wszystkie nasze gazety, portale oraz stacje radiowe i telewizyjne (dziś ogłaszające, że Polska jest w stanie katastrofalnym) będą informować, że z dnia na dzień żyje nam się coraz lepiej i panuje ogólna Irlandio-Japonia w tym kraju. Jeśli wygramy.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5833875,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

Pawiem narodów byłam i papugą

sobota, 24 kwietnia 2010 11:37

A kim teraz jestem - ja, Polska? Pijaczką i brudaską żyjącą na kredyt, jak myśli o mnie Niemiec? Niewdzięczną buntowniczką, za jaką mnie uważa wielki, ruski brat? I czy jeszcze jestem? Czuję, że bije we mnie serce - i boli, więc chyba wciąż jestem...

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5807996,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

A ten szmatławiec znów robi wodę z mózgu

sobota, 24 kwietnia 2010 11:13

 
Zgodnie z tym, co nakazywał Gebels (Joseph Paul Goebbels), szef od propagandy w rządzie Hitlera: "Kłamcie, kłamcie - a zawsze coś z tego zostanie" (ludziom w głowach).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5807896,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

Ta opadnięta szczęka...

piątek, 16 kwietnia 2010 10:22
 
...Donka  - jak również Bronka - świadczy o tym, że zaskoczyły ich te tłumy opłakujące ś.p. Prezydenta Polski. Spodziewali się zobaczyć pod pałacem prezydenckim, po śmierci Kaczyńskiego (i znacznej części prawicowej opozycji) grupkę babć w moherowych beretach. Tak sobie wyobrażali wyborców Kaczyńskiego. Tak ich (a właściwie nas) przedstawiały prawie wszystkie media. A tu tylu młodych ludzi... Dziękuję Wam wszystkim, którzyście tam przyszli. To dla Polski pewna pociecha (mimo straty Jej najbardziej wartościowych Obywateli). To świadczy o tym, że jeszcze nie zginęła i że satysfakcja Putina (z dobrze wykonanej roboty) jest przedwczesna. Teraz już "jedynie słuszna" władza RP dzieli stołki - jeszcze ciepłe - po tych, którzy odeszli. Skrzypek, szef NBP, nie będzie już przeszkadzał w przekazaniu całego zysku banku centralnego do budżetu państwa (ścinając dotkliwie rezerwy NBP). Kaczyński nie będzie wetował ustaw, więc JUŻ DZIŚ p.o. Bronek ustalił, że ustawa o IPN (w praktyce likwidująca tę skarbnicę pamięci) wejdzie w życie. Pewnie od razu zniszczą niewygodne dokumenty IPN. Ostrzegam, to nie będzie korzystne dla tzw. grup ryzyka (PO i SLD, których przedstawiciele byli szeroko opisani w tych aktach). Jeżeli społeczeństwo nie będzie miało możliwości dowiedzieć się, kto w czym zawinił i w jakim zakresie, będzie podejrzewać wszystkich członków tych partii. Najbardziej ucierpią więc ci niesprawiedliwie osądzeni. Kochanowski już nie będzie podważał autorytetu minister Kopacz, upominając się np. o jakieś szczepionki. Słowem: pełnia władzy i pełnia szczęścia. Ale to tylko teoria. Te tłumy czekające przed pałacem prezydenckim na możliwość pożegnania ś.p. Kaczyńskich pozwalają mieć (choćby malutką) nadzieję, że będą jeszcze w tym kraju ludzie walczący o prawdę, wolność, sprawiedliwość i solidarność dla Polski - o te wartości, za które zginął ks. Jerzy Popiełuszko... a także te ostatnie ofiary Katynia.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5773478,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

Zdecydowanie zgadzam się

środa, 14 kwietnia 2010 21:26
...z przesłaniem tego obrazka. Choć nie roszczę sobie do niego praw autorskich.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5768211,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

W czas żałoby budzą się sumienia

środa, 14 kwietnia 2010 20:34

Nawet Wałęsa się pokajał za swoje (haniebne moim zdaniem, bo skierowane przeciwko Polsce) spory z Kaczyńskim. Niektórzy z tych młodych ludzi, którzy wcześniej - ogłupieni przez nagonkę w mediach - nazywali ś.p. Prezydenta kurduplem lub kaczką, teraz śpiewają mu "Pieśń o Małym Rycerzu". Oni po prostu przedtem niewiele wiedzieli o nim jako człowieku, nie dano im takiej możliwości, żeby go dobrze poznać. Z drugiej strony niektórzy z tych, o których myślałam że mają sumienie, okazali jego brak. Komu przeszkadzało to, że człowiek, który wbrew wszystkiemu i wszystkim, aż do śmierci, walczył o prawdę o Katyniu (i nie tylko) ma spocząć na Wawelu? Komu? Autorowi filmu pt. "Katyń". Zastanawiało mnie to, że taki niby wielki "wieszcz ekranu" świetnie sobie radził w PRL-u. Zawsze był kochany przez władzę. Teraz dopiero zaczynam rozumieć, dlaczego w jego filmach zawsze, w moim odczuciu, pobrzmiewała fałszywa nuta... Są tak nadęte i "koturnowe", że nieprawdziwe. Jakby wszedł na trybunę i grzmiał: "Sława tawariszczu Lieninu!"  A w oczach ludzi, którzy oddają hołd Prezydentowi Kaczyńskiemu widać autentyczne łzy, nie patos. Teraz domyślam się, dlaczego producentem ekranizacji arcydzieła narodowego - "Pana Tadeusza" był Lech Rywin. Teraz widzę, że to raczej nie był przypadek.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5767954,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie chcę Polski Donka i Bronka

wtorek, 13 kwietnia 2010 9:54

Nie chcę Polski płaszczącej się przed Rosją i Niemcami, błagającej na kolanach o względy Brukseli. Chcę Polski niepodległej. Takiej, jaką chcieli zbudować Kaczyńscy - wyśmiani i wygwizdani przez koncerny Waltera, Michnika (itd.), a potem przez dużą część otumanionego społeczeństwa. Wbrew pozorom, silna Polska leży w interesie całego cywilizowanego świata. Tu się rozpoczęły przemiany, które dały wolność (przynajmniej częściową) narodom Europy Centralnej i Wschodniej. Ale ta wolność, jak powiedział Papież Polak, nie była nam dana raz na zawsze. Była dla nas darem, a zarazem ZADANIEM, którego nie potrafiliśmy wypełnić.

Polka

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5761117,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kłamstwo katyńskie - c.d.

niedziela, 11 kwietnia 2010 11:45

Słyszeliście, kto stanął na czele komisji mającej na celu ustalenie przyczyny katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem? Sam Putin. Ten sam, który nie chciał przyznać, że mord katyński był zbrodnią ludobójstwa. Ten, dzięki którego decyzjom i zabiegom (m.in. odmowie udostępnienia dokumentacji historykom badającym tę zbrodnię) większość społeczeństwa rosyjskiego jest nadal przekonana, że mordu na Polakach w Katyniu dokonali Niemcy. Ten sam Putin zadba o to, żeby prawda o katastrofie pod Smoleńskiem (nie) wyszła na jaw. Tak jak było w przypadku nagłej śmierci "zbyt dociekliwych" dziennikarzy rosyjskich. Tak jak było w przypadku zatopienia łodzi podwodnej Kursk z wieloma oficerami "wiedzącymi zbyt dużo" na pokładzie. Oczywiście, nasz premier Tusk będzie "dociekał prawdy" ramię w ramię z Putinem. Znając jego politykę i postawę, można przypuszczać że pewnie nie odważy się przeprowadzić polskiego śledztwa w tej sprawie. Zatem raczej szybko nie poznamy prawdy o śmierci ś.p. Prezydenta Polski i wielu prawdziwych patriotów będących ofiarami wczorajszej katastrofy w pobliżu Katynia. Oni tam polecieli, żeby dać świadectwo prawdzie. I wierzę, że - mimo wszystko - ich misja przyniesie oczekiwany owoc. Bo wczoraj i dziś słowo Katyń było na ustach dziennikarzy całego świata. Jutro pojawi się w druku w większości globalnych gazet. Między innymi o to chodziło. Dlatego wierzę, że wbrew intencjom kłamców, prawda - zarówno ta o zbrodni katyńskiej jak i ta o katastrofie pod Smoleńskiem - wyjdzie na jaw wcześniej czy później.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5752386,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Parę rzeczy wiem, Panie Sokratesie

wtorek, 09 marca 2010 9:15

 

"Wiem, że nic nie wiem" - to wygodna formułka. W razie czego asekuruje mnie, nie spadnę z wysokiego konia i nie poobijam dupy. Problem w tym, że parę rzeczy wiedziałeś, Panie Sokratesie - i zapewne po drugiej stronie zostałeś rozliczony z tego, jaki użytek zrobiłeś z tej wiedzy. Przed Ksantypą mogłeś się tłumaczyć niewiedzą, ale nie przed Bogiem. Kto może nic nie wiedzieć? Człowiek z ograniczoną świadomością na przykład. Chociaż tu też nie byłabym taka pewna. Nawet rośliny coś wiedzą... chyba.

W tym momencie przychodzą mi do głowy przesłuchania z komisji śledczych. Panowie i panie mają wszechobecną amnezję - niczego nie wiedzą i niczego nie pamiętają. I są święcie przekonani, że ta "niewiedza" jest ich wybawieniem. Z wiedzy można kogoś rozliczyć, z niewiedzy - niestety nie. No, chyba że ucznia w szkole. Taki najczęściej dostaje pałę. I ci wszyscy nic niewiedzący powinni też dostać pałę od wyborców, i dla odmiany - nie zostawać w tej samej ławce (sejmowej) na drugi rok.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5603403,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Patent na wiarę?

wtorek, 02 marca 2010 20:49

Wiara nie na wszystko daje odpowiedź. Tym się różni od wiedzy. Gdzie jest moja wiara? Gdzieś pomiędzy "bojaźnią i drżeniem" Kierkegaarda a "betonową pewnością" Pascala. Kierkegaard był przekonany, że sens wiary leży w niepewności, natomiast Pascal uważał, że w wierze nie ma żadnego elementu ryzyka - że wierząc, człowiek nic nie traci, bo i tak warto żyć uczciwie i zgodnie z sumieniem. Problem polega na tym, że wiara wiąże się z oczekiwaniem na spełnienie obietnicy czy też zapowiedzi.  A na to trzeba czasem poczekać. I czasem (a może najczęściej) to spełnienie nijak się ma do pierwotnego planu człowieka (próśb powtarzanych w modlitwach). Wierzący dostaje zatem po głowie częściej niż niewierzący, który w zasadzie niczego nie oczekuje od Boga.. W zasadzie, bo kiedy przychodzą momenty krytyczne,  to każdy do Niego się łasi. Nawet obrazoburczyni Doda twierdzi, że "do czegoś tam codziennie się modli". Ważne, żeby dać świadectwo swojej wiary w chwili próby. Wtedy, kiedy grozi nam to, czego chyba najbardziej boi się tzw. cywilizowany człowiek - ośmieszenie. Jeżeli potrafisz przełamać w sobie lęk przed ośmieszeniem (a boisz się tego, nawet jeśli się do tego nie przyznajesz przed sobą), jesteś dojrzałym człowiekiem. Stać cię na wiele.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5570347,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie tarzaj się w popiele!

środa, 17 lutego 2010 15:38

Po co jest Popielec? Na pewno nie po to, by "wytarzać się w popiele". Może po to, by zatrzymać się w biegu i spytać siebie, czy rzeczywiście idę w dobrym kierunku. A jeśli nawet idę, to czy nikogo (lub niczego wartościowego) po drodze nie zadeptałam... lub czegoś ważnego nie zgubiłam. Łatwo powiedzieć: zatrzymaj się. A co będzie jeśli nie zdążę tam, gdzie biegnę? Wtedy się spóźnisz. Zawsze, kiedy się spóźniam mimo wszelkich wysiłków żeby zdążyć (a nienawidzę takich sytuacji do bólu), taka myśl uspokaja moje serce: będzie kiedyś taka rzecz, której nie zdążę dokończyć i wtedy już spóźnię się NA AMEN. Na wieki wieków amen. A póki co spóźniłam się tylko trochę, ale doszłam, zrobiłam co miałam zrobić. Jak mówią Anglicy, "better late than never". I czym tu się przejmować?

Pamiętaj, że umrzesz. Pamiętam, o tym nie da się zapomnieć. Ale czy pamiętasz o tych, którzy umierają - niekoniecznie fizycznie, ale o tych też trzeba pamiętać i coś im z siebie dać (głównie modlitwę). Bo... jak piszą na niektórych nagrobkach, "dziś mnie, jutro tobie". A to jutro może być bliżej, niż ci się zdaje.

Prochem jestem. Banał? Może. Życie jest banalnie proste, tylko filozofowie (oraz urzędnicy) je komplikują sobie i innym. W proch się obrócę, ale z prochu powstanę (zmartwychwstanę). Więc w sumie nie jest tak źle.

Są tacy, którzy Popielec mają na okrągło. To ci, którym życie nie do końca się ułożyło - chorzy, przegrani, zdradzeni. Do nich (trochę do siebie) apeluję: nie umartwiajcie się, zwłaszcza w środę popielcową, bo dla Was nawrócić się znaczy co innego niż dla tych, którzy używają życia. To znaczy uczyć się radości, dostrzegać dobro nawet w tym, co nie jest zbyt miłe. Uśmiechać się częściej... do siebie też.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5507441,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Człowiek jako perpetuum mobile

piątek, 22 stycznia 2010 14:46


Człowiekowi, jak dotąd, nie udało się wymyślić perpetuum mobile - urządzenia ciągle będącego w ruchu. Ale ta sztuka udała się Stwórcy. Wymyślił nas: człowiek jest w nieustannym ruchu, nawet kiedy śpi. Nie tylko serce bije bez przerwy - we wszystkich komórkach wre praca. Nawet jeśli jesteś totalnym leniem albo osobą niepełnosprawną przykutą do łóżka - coś tam robisz w dzień i w nocy. Myślą, nie zawsze w pełni świadomą, zabijasz albo przenosisz góry. Dlatego tak ważna jest "higiena umysłu". Nasz wielki wszechświat podobno też jest w ciągłym ruchu, podobnie jak my sami. Z tym że kiedyś nadejdzie jego kres, bo "niebo i ziemia przeminą". A my - nie (najwyżej znikniemy z pola widzenia na jakiś czas). Jak ktoś nie wierzy, jego sprawa.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5398359,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Szopki Noworocznej" jakby nie było...

wtorek, 05 stycznia 2010 18:27
 
W tym roku obejrzałam tylko fragment "Szopki Noworocznej" Marcina Wolskiego ; nadawali ją w publicznej telewizji zaraz po północy w Nowy Rok. Byłam zmęczona i pomyślałam, że będą ją powtarzać - jak nie w TVP1, to np. w TVP2 lub na Polonii. Zawsze tak było. Ale nie zauważyłam, żeby były jakiekolwiek powtórki tego programu. A szkoda... Te fragmenty, które obejrzałam, podobały mi się nawet, choć niski budżet przeznaczony na realizację przedstawienia satyrycznego bardzo rzucał się w oczy - postaci z mediów i polityki symbolizowały prowizoryczne maski i tabliczki z imieniem przypięte do klapy marynarki, zero fajerwerków. Niskobudżetową telewizję "zawdzięczamy" rządowi, a konkretnie Tuskowi, który oficjalnie wezwał naród do niepłacenia abonamentu, zapowiadając zniesienie go. Nawet więc się nie zdziwiłam, że autorzy scenariusza ewidentnie nie pałają miłością do obecnie rządzących polityków. Choć jest to ewenement wśród programów kabaretowych, które jakby nie zauważyły że zmienił się rząd - w dalszym ciągu zaśmiewają się WYŁĄCZNIE z Kaczyńskich, jeśli już robią w przerwę pomiędzy prymitywnymi dowcipami nt. Rydzyka (tudzież geotermii, czego już zupełnie nie rozumiem) i jego moherowych beretów.
Większość ostatnio wyemitowanych programów można obejrzeć na stronie internetowej TVP (przynajmniej dotychczas tak było). Wstukałam więc hasło "szopka noworoczna" w okienko wyszukiwarki na stronie www.tvp.pl. I nic. Jest co prawda zapowiedź programu noworocznego, ale link nie działa. W każdym razie, nie ma nic do obejrzenia. A szkoda. Można się tylko domyślać, kto zatroszczył się o to, żeby nie było żadnych powtórek tego programu... Choć oficjalnie cenzury u nas już od dawna nie ma.

PS. Może ktoś wie, gdzie w necie można obejrzeć "Szopkę Noworoczną" Wolskiego?

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5334510,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historia Sabriny

środa, 09 grudnia 2009 19:18

Sabrina nie miała szczęścia w miłości. Przeżyła dwóch "partnerów", a trzeci okazał się... dziewczyną. Ale to jej nie zrażało, znosiła przeciwności losu z żołnierską wręcz dzielnością. Była ostrożna, czujna, unikała przygodnych kontaktów i pozornych przyjaźni. "Zachować dystans" - to była zasada, która trzymała ją przy życiu. Do wczoraj. Sabrina nagle zachorowała. Po raz pierwszy w życiu - i ostatni. Nawet nie wiadomo, czy to była grypa, czy też inne cholerstwo. I nagle opadła na podłogę. Leki tylko ją osłabiły. Już nie wstała. Jak kruche jest życie, pozornie tak kwitnące, bo jeszcze kilka dni temu Sabrina szalała na całego, pełna energii i radości życia. Ile warte jest życie ptaka? Nie umiera - zdycha, niezależnie od tego jak bardzo kochał. A potem się takie ciałko... utylizuje. Zostało mi po niej kilka zdjęć i może jakieś oliwkowe piórko jako zakładka książki. Nie mogę teraz znaleźć żadnego. Trochę żałuję, że kiedyś zbierałam je beznamiętnie odkurzaczem, kiedy je gubiła. Były piękne jak płatki kwiatów. Teo jest nieswój (-oja) - siedzi podkulony na żerdce, a jeśli ćwierka, to płaczliwie, jakby pytał co się stało. A ja mu tego nie wytłumaczę, bo sama nie rozumiem... śmierci. Nie przyjmuję jej do wiadomości, podobnie jak Teo. Oto cała historia Sabriny.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5238016,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

 12  »

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  11 860 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Dla tych, którzy mają odwagę wierzyć i myśleć...

O mnie

Kiedyś było Polskie Państwo Podziemne. Dziś jest Podniebne

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 23.05.2011 15:21:35
  • autor: Modest
  • treść: swietny blog, texty ...

Lubię to