We wszystkich oficjalnych mediach widzieliśmy uczestników Marszu Niepodległości jako zadymiarzy i bandytów. Żadna telewizja nie pokazała takiego obrazu tego marszu. Dlaczego? Dlaczego zobaczyliśmy zmontowane sceny z innego zdarzenia, mającego miejsce w innym obszarze miasta, jako obraz "faszystów z Marszu Niepodległości?" Dlaczego wreszcie - premier kłamie, oskarżając Jarosława Kaczyńskiego o spowodowanie rozróby 11 listopada 2011 roku? Pytanie ostatnie: Kiedy będziemy mieć w Polsce wreszcie wolne media?
Poniżej - link do niezafałszowanej relacji z Marszu Niepodległości 11.11.11:
http://www.youtube.com/watch?v=8zDBR-ikjIA&feature=player_embedded
Dodam jeszcze link do komentarza Jana Pietrzaka nt. manipulacji medialnych dot. Marszu Niepodległości i wydarzeń "towarzyszących".
http://www.youtube.com/watch?v=W4gw3wjLBsw&feature=player_embedded
Jak widać po moich dotychczasowych wpisach, jestem zdecydowanie po prawej (tej niepoprawnej) stronie obecnego układu sił społecznych, podzielonych stosunkiem do tragedii smoleńskiej. Wbrew narzucanej przez główny (prorządowy) nurt mediów tendencji, by zostawić tę kwestię w spokoju i przejść nad nią do porządku dziennego, uważam że należy dążyć niestrudzenie do ujawnienia prawdy o 10.04.2010 r. W związku z tym udzielam się na różnych forach poświęconych m.in. temu tematowi, a grupujących przeciwników kłamstwa smoleńskiego. I różni "twórcy ludowi" publikują tam swoje utwory, najczęściej wierszowane, poświęcone temu tematowi. Cóż mogę o nich powiedzieć jako polonistka czy osoba o "uchu wrażliwym na poezję"? Jedno słowo ciśnie się na usta: grafomania.
Na przestrzeni wieków powstało w Polsce wiele tego typu dzieł, zawsze znajdywały one swoich odbiorców; i zawsze były przez pewną część społeczeństwa aprobowane. I wszystko byłoby do zaakceptowania a przynajmniej przełknięcia, gdyby nie to… że obecnie tworzone "rymy częstochowskie" porażają swoją brzydotą - niechlujstwem językowym (stylistycznym, ortograficznym, interpunkcyjnym itp.). I przez to ośmieszają tematy poruszane w dziełach, które uchodzą za wiersze czy epopeje, a są zwykłymi przemyśleniami - prawdziwymi aż do bólu, ale ujętymi w koślawą formę; a koślawa forma zniekształca treść. W związku z tym każda idea wyrażona za pomocą takich rymów jest groteskowo zniekształcona z punktu widzenia odbiorcy wrażliwego na kulturę języka.
Apeluję więc w tym miejscu do "twórców ludowych": zostawcie w spokoju temat Smoleńska (jak również Boga i Ojczyzny). Zostawcie go naprawdę utalentowanym ludziom (takim jak Jan Pietrzak czy Marcin Wolski). Jeśli już chcecie wyrazić swój ból, dezaprobatę dla fałszu i nadzieję na ujawnienie prawdy, napiszcie to prozą - w postaci świadectwa. I przede wszystkim… wyciszcie się. Postawcie na modlitwę - tę najprostszą, różańcową. To są słowa, których wypowiadanie - ze skupieniem - nigdy nikomu nie zaszkodzi; ba - zawsze pomoże! Modlitwa rodzi się w ciszy, w odróżnieniu od dewocji, która jest krzykliwa i nadęta. Przede wszystkim zaś dewocja jest karykaturą pobożności i szkodzi zarówno rozpowszechnianiu prawdy jak i szerzeniu kultu religijnego.
Apeluję o szacunek dla Słowa. I dedykuję Wam - sobie również do poczytania w jesienne wieczory - "Promethidiona" Cypriana Kamila Norwida, który jest jednym wielkim wołaniem o piękno w każdej ludzkiej twórczości.
P.S. Cenię prawdziwych twórców ludowych - tych, którzy dbają zarówno o treść jak i formę swoich dzieł. W powyższym wpisie miałam na myśli domorosłych wierszokletów publikujących swoje wypociny najczęściej w internecie, różnych broszurach czy dzwoniących do Radia Maryja, by je odczytać.
Moje przeżywanie pierwszej rocznicy tragedii smoleńskiej było nieco podobne do wczorajszej pogody - niewiarygodnie (biorąc pod uwagę przejmujący chłód jaki panował w poprzednich dniach) pięknej, ciepłej i słonecznej do pewnego momentu, do załamania i powrotu chłodu oraz deszczu.
Tym chwilowym, ale budzącym nadzieję przebłyskiem słońca było doświadczenie, że naród się budzi, wstaje z klęczek, zaczyna wołać o prawdę. Te ogromne tłumy ludzi na demonstracji pod Ambasadą Rosyjską oraz odważne (momentami może zbyt odważne, niedyplomatyczne) okrzyki i przemowy podczas wiecu i przemarszu, a także "ogromne morze ludzkich głów" (+ transparentów i flag) dzień później na Mszy Św. w Katedrze Św. Jana o 19.00 i późniejszym marszu pod Pałac Namiestnikowski - to wszystko ożywiło moją nadzieję, że po tak głośnym wołaniu o prawdę Warszawa - i cała Polska - nie mogą popaść znowu w otępienie, odurzenie kłamstwem, że nie może tak spokojnie zanurzyć się w otchłani obojętności i ignorancji. Bo przecież "wiodące" telewizje pokażą te tłumy, tę energię wolności, tych młodych ludzi upominających się o prawdę w mediach, międzynarodowe śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej, ujawnienie zdjęć satelitarnych z 10.04.2010 r.
Osobiście nie wiem, jak sytuację pokazywały telewizje (odłączyłam antenę jakiś czas temu), ale to co zobaczyłam i usłyszałam w internecie, przeraziło mnie. To była ta czarna chmura niosąca lodowaty deszcz po pięknym dniu, będącym tylko przerwą w serii zimnych dni. Z relacji internetowych (np. na portalach Niepoprawni.pl, Niezalezna.pl) wynikało, że "wiodące" media totalnie zmanipulowały przebieg wydarzeń - pokazały garstkę obłąkańców, oszołomów, agresywnych nacjonalistów z wywrotowymi transparentami. I jednym głosem stwierdziły, że wszystkiemu - jak zwykle - winien jest Jarosław Kaczyński (bo "upolitycznił" obchody rocznicy), według reżimowych mediów skupiający w sobie całe zło tego świata. Swoją drogą, takie nieustanne podsycanie nienawiści wobec niego może się tragicznie skończyć (już próbowano go zabić, przy okazji zginął inny człowiek) dla tego polityka i innych ludzi niepokornych wobec władzy.
Jednym słowem, ręce opadają…
Całe szczęście są jeszcze niezależne media, które uczciwie zrelacjonowały sytuację. Problem polega na tym, że ze względu na "moherową etykietę" docierają one w zasadzie do stałych odbiorców, a inni pozostają obojętni na głos prawdy lub wręcz są niechętni wobec niego (przez tzw. czarny PR stosowany przez prorządowy mainstream). W tej ciemnej chmurze (można by rzec "mgle") kłamstwa i manipulacji pojawiły się też inne promyczki słońca: m.in. oświadczenie Wojciecha Cejrowskiego opublikowane na Facebooku (dostępne też na innych portalach np. http://wpolityce.pl/view/10259/Cejrowski___Bylem_rano_na_mszy_rocznicowej__Na_koniec_tlum_spiewal__Ojczyzne_wolna_RACZ_NAM_WROCIC_Panie_.html) pt. "POD KRZYŻEM JEST DOBRZE" , a także mówiony felieton Rafała Ziemkiewicza http://tv.rp.pl//video/Wydarzenia,Kraj,Komentarze/Jak-oni-rachuja) odkłamujący medialne doniesienia o garstce ludzi na Krakowskim podczas obchodów rocznicy 10.04.2010. To tylko przykłady przebłysków prawdy w tej chmurze kłamstwa i manipulacji. Było ich dużo więcej, chłonęłam je wszystkie z radością w sercu, bo bez nich można by było się załamać.
Ale załamać się - nie wolno w żadnym wypadku. Chrześcijanin powinien żyć nadzieją, która płynie z krzyża Chrystusa. Krzyż jest nie tylko znakiem śmierci, ale i zmartwychwstania. Śmierć przyszła 10 kwietnia rok temu. Zmartwychwstanie też przyjdzie - nieodwołalnie, nie wolno nam stracić tej nadziei. Przyjdą jeszcze słoneczne dni dla Polski, a niebo będzie czyste.
"Jeżeli w Warszawie powstanie dobry i godny pomnik, skończą się demonstracje pod Pałacem Prezydenckim" - deklaruje rzecznik PiS Adam Hofman.
Nie wiem jak inni, ale ja osobiście przychodzę na modlitwy i demonstracje na Krakowskie Przedmieście głównie po to, żeby wołać o prawdę o 10 kwietnia. Żeby zademonstrować obywatelskie nieposłuszeństwo wobec zamiatania sprawy pod dywan - oddania śledztwa w ręce putinowskiej Rosji, która siłą rzeczy będzie robić wszystko, żeby prawda nie wyszła na jaw (bo dążenie do prawdy ani nie jest w jej zwyczaju, ani nie leży w jej interesie); wobec konsekwentnie bezkrytycznego powtarzania przez "zaprzyjaźnione media" ewidentnych bzdur zawartych w raporcie MAK-u; braku jakichkolwiek konstruktywnych działań ze strony polskich władz i prokuratury; wobec zmowy milczenia ze strony tak zwanego demokratycznego świata (gdzie jest NATO, do którego podobno jeszcze należymy?)… Dziennikarzy upominających się o prawdę zwalnia się z pracy - praktycznie z wilczym biletem (Stankiewicz, Wildstein, Lichocka, Pospieszalski, Cejrowski - można by długo jeszcze wymieniać). Tacy nie są wygodni, więc nie są już potrzebni. Efekty ich pracy (wielkie brawa m.in. za "Mgłę" Joanny Lichockiej, "Krzyż" Ewy Stankiewicz, felietony satyryczno-patriotyczne Jana Pietrzaka) zazwyczaj krążą dziś w drugim lub trzecim obiegu.
Pomnik to sprawa drugorzędna wobec powyższych kwestii. Ale z drugiej strony - to sprawa symboliczna. To, że tego pomnika nie chcą, że wyrzucają znicze i krzyże pamięci do śmieci, świadczy o tym jak bardzo brzydzą się prawdą i pamięcią. Jak to mówią, na złodzieju czapka gore. Gdyby mieli czyste ręce, dążenie do ujawnienia faktów o 10 kwietnia nie wywoływałoby w nich (rządzących krajem i Warszawą) tak panicznego strachu. Ci, którzy nie mają problemów z pamięcią narodową (zbiorową amnezją, tak wygodną w niektórych sytuacjach), pamiętają jeszcze pałowanie podczas demonstracji w stanie wojennym (chociażby z filmów dokumentalnych), a także nielegalny krzyż z kwiatów dla upamiętnienia zabójstwa Grzegorza Przemyka. Wtedy też nie chodziło o pomniki, ale o prawdę.
http://10milionow.pl/jan-bodakowski/wpis/i,469,u...
Nie jestem masochistką. Nie jest moim celem rozdrapywanie ran. Też - jak każdy - wolałabym zająć się po prostu swoimi sprawami… I mieć wszystko gdzieś. Ale mam sumienie i ono mi mówi co innego. A jego głos jest dla mnie ważniejszy niż głos "zaprzyjaźnionych mediów" i głosy wszystkich życzliwych zatroskanych o moje zdrowie psychiczne i nerwowe. Życzliwym znajomym i nieznajomym od razu mówię: darujcie sobie umoralniające gadki o tym, że trzeba iść dalej i 10 kwietnia 2010 zostawić w spokoju, że i tak nic nie zmienię. Sama nie zmienię nic, ale wierzę że nie jestem sama w swoim wołaniu o prawdę… Jest nas więcej (o czym przekonuję się każdego 10. dnia miesiąca). A nawet gdybym była sama, to ze mną jest Bóg, bo On zawsze staje po stronie prawdy. "We shall overcome" - podśpiewuję sobie pod nosem.
Polecam lekturę książki Stanisława Krajskiego "Masoneria i scjentologia" - pozycji otwierającej oczy na jedno z największych zagrożeń duchowych dla współczesnych i przyszłych pokoleń.
Sekta + pieniądze = śmiertelne zagrożenie
Zarówno masoneria (w warstwie ideowo-politycznej) jak i scjentologia (w warstwie psychologiczno-religijnej) są oparte na tych samych "wartościach" - a właściwie antywartościach - zaczerpniętych z praktyk okultystyczno-satanistycznych:
"Dwie podstawowe zasady satanizmu, które znajdujemy w 'Księgach Bestii' Aleistera Crowleya 'Biblii Szatana' Szandora LaVeya to: 'Prawdą jest to, co uznajesz za prawdę' (pogaństwo intelektualne) i "Czyń, co chcesz" (pogaństwo moralne). Masoneria dokłada tu jeszcze taką: 'Nam, jako najbardziej boskim istotom, należy się władza nad innymi ludźmi, nad całym światem'.
Organizacje te są tym groźniejsze, że zagrożenie z ich strony nie jest widoczne gołym okiem: ani masoni, ani scjentolodzy nie mówią o sobie otwarcie, że są satanistami (pewnie większość z nich nawet nie jest tego świadoma, bo to jest wiedza zarezerwowana dla tych o wyższym stopniu wtajemniczenia). Stąd też ideologia ta wdziera się tylnymi drzwiami nawet do Kościoła, czego sygnałem był niedawny koncert słynnego jazzmana - i jednej z ważniejszych postaci "kościoła scjentologicznego"! - w Archikatedrze Warszawskiej. Pisze o tym dr Stanisław Krajski w swojej książce. Warto po nią sięgnąć, warto propagować takie pozycje, będące odtrutką na - politycznie poprawne bądź co bądź, czyli "legalne" - satanistyczne ataki na umysły ludzkie.
Załączam skany Wstępu do ww. książki oraz rozdziału VI - "Związki scjentologii i masonerii"
Nie ma lekko. Życiorysy wszystkich świętych, a także innych wielkich ludzi praktycznie bez wyjątku - od zarania dziejów - pokazują, że każdy triumf poprzedza porażka. A mimo to, każdy z nas ma w sobie takiego "wielkiego zwycięzcę", który chciałby wszystko kupić, nie zapłaciwszy za to fortuny; i wygrać od razu. Generalnie tania jest tylko tandeta, za wartościowe rzeczy płaci się drogo. "Tanio kupisz, psom wyrzucisz" - mówi mądre przysłowie. Oczywiście, trzeba zawsze uważać, żeby kupić dobrą rzecz, a nie tylko drogą (kiepską, za to w ładnym opakowaniu). Bólu nie da się do końca wyjaśnić, bo jest tajemnicą. Zostaliśmy stworzeni do raju, takie jest nasze ostateczne przeznaczenie - mamy gdzieś to w mózgu zapisane, więc cierpienie jest nielogiczne i wywołuje odruch buntu… Jednak dojrzały człowiek panuje nad odruchami. Kiedy przegrywasz, zawsze boli. Ale ta przegrana może być początkiem zwycięstwa. Natomiast każde zwycięstwo zdobyte nieuczciwie, np. przez faul, doprowadzi ostatecznie do porażki. Taka jest kolej rzeczy. Lepiej więc najpierw przegrać, żeby ostatecznie wygrać, a nie odwrotnie. Najpierw jest Wielki Piątek, a potem Wielkanoc. Ważne, żeby tę kolejność w życiu zachować. Bo obie te rzeczy: porażka i zwycięstwo staną się wcześniej czy później naszym udziałem, oby właśnie w takiej kolejności.
Każdy, kto mówi, że katastrofa smoleńska go nie dotyczy, oszukuje sam siebie. Można żyć w zakłamaniu… Można zamknąć oczy i nie zauważać pewnych rzeczy, nawet tych najważniejszych, np. faktycznej utraty - czy znacznego ograniczenia - suwerenności Polski. Ale każdy z nas będzie się musiał kiedyś z tego rozliczyć. Ja wolę żyć w prawdzie, w zgodzie ze swoim sumieniem. I dlatego też wzięłam udział w tym marszu (10 stycznia 2011 r., Warszawa).
"Postawmy życie w prawdzie na pierwszym miejscu, jeżeli nie chcemy, by nasze sumienie porosło pleśnią" - błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko.
Krzyż jest pieczątką "ZAPŁACONO" na rachunku wystawionym za nasze wieczne życie i doczesne szczęście. Ten kwit - z niezamazaną, dobrze widoczną pieczątką - zawsze warto nosić przy sobie jak dowód tożsamości. Bo nie wiadomo, kiedy każą nam go okazać… Mając na ścianie czy nosząc na szyi znak krzyża, ogłaszam: Za mnie ZAPŁACONO (Krwią Chrystusa), mam bilet do nieba, mam przepustkę do szczęścia. Bo Bóg jest naszym szczęściem, nawet jeśli tego sobie nie uświadamiamy.
Już później nie robił mi takich numerów. Wkrótce potem dołączyła do niego Sabrinka, z której siostrzenica nieoczekiwanie zrezygnowała. Ptaszki od razu się polubiły - zachowywały się identycznie (np. czyściły piórka w tym samym czasie, siadały na karniszu, unosząc w górę jedną, tę samą łapkę i zwracając głowę w tę samą stronę), karmiły się nawzajem dziobkami itp. I postanowiłam pozwolić im się rozmnażać. Kiedy zamontowałam przy klatce budkę lęgową, natychmiast zajął ją Teo... I wtedy przekonałam się, że jest samiczką. Zaczął regularnie znosić jajka i wysiadywać je, z tym że oczywiście nie było z nich piskląt.
Ale Sabrinka niespodziewanie odeszła rok temu - zachorowała na nieznaną chorobę i padła zaraz po podaniu antybiotyku. Teo nie umiała się z tym pogodzić. Mimo że kupiłam jej partnera (Kajtusia), przez długi czas siedziała smutna, skulona, wpatrując się w miejsce, w którym po raz ostatni widziała Sabrinę. Ba, niemal do końca swoich dni zasypiała w takiej pozycji, w jakiej pozostawała w noc po śmierci przyjaciółki - zwracając głowę w stronę miejsca, w którym leżało ciałko Sabriny (oczywiście zakryte, schowane - ptak skończył żywot późnym wieczorem). Teo zachorowała zaraz po śmierci Sabriny; miała powiększony brzuszek, więc pani vet stwierdziła, że to pewnie nowotwór, nieoperacyjny, ale że ptak może z tym żyć jeszcze przez jakiś czas. Diagnoza była postawiona w połowie grudnia zeszłego roku, a Teo straciła życie tydzień temu. Zgodnie z zaleceniem lekarki, Teo nie powinna była znosić jajeczek. Ale że była uparciuszkiem, nie mogłam jej przed tym powstrzymać. Upatrzyła sobie tekturowe pudełko na szafie, w którym zrobiła dziurę i zaczęła składać jajka. A, wypuszczałam ją i Kajtusia z klatki - musiałam, bo inaczej padłaby przy próbie wywalania karmnika. Nie dałaby za wygraną. Ale w ostatnich tygodniach była coraz słabsza, zaczęła opadać to na stół, to na podłogę, więc za radą vetki dałam jej budkę lęgową do klatki i tam przeniosłam jej jajeczka. Wywaliła je stamtąd i potłukła. Taki był jej protest song przeciwko temu, co jej zrobiłam. Ale w końcu pogodziła się z faktem dokonanym. Znosiła kolejne jaja w budce lęgowej. Zawsze zaciekle broniła dostępu do niej, dziobała mnie, kiedy wkładałam rękę do klatki.

Ale w tamten piątek już mnie nie próbowała dziobać. Poza tym miała brudny kuperek. Wezwałam do domu panią vet, która stwierdziła że ptak trzyma się nieźle i powinien ożywić się po dwóch zastrzykach. Teo wciąż siedziała na żerdce (nie opadała na dno klatki), a samczyk karmił ją z dziobka. Rokowania więc były dobre. Ale najwyraźniej już przyszedł na nią czas. W pewnym momencie rozpostarła skrzydełka, jakby chciała gdzieś polecieć, ale nie miała już siły. Przytrzymywała się dziobkiem prętów klatki, żeby utrzymać równowagę. Posadziłam ją więc na piasku, żeby nie musiała walczyć z grawitacją. Ale ona nadal miała rozpostarte skrzydełka, jakby chciała wzbić się w górę. I trzepotała leciutko tymi skrzydełkami, aż do ostatniej chwili, kiedy zaryła dziobkiem w piasek, zamknąwszy oczy. To wszystko stało się tak szybko. Kiedy już słabła, Kajtuś nadal chciał ją karmić, poszturchiwał, jakby chciał powiedzieć: "Nie wygłupiaj się, nie rób mi tego!" Ale kiedy posadowiłam ją na piasku, już się do niej nie zbliżał. Tylko patrzył zdziwionym wzrokiem. Myślę, że nadal się nie pogodził z jej odejściem, mimo że właśnie dokupiłam mu młodego ptaka, żeby nie padł ze stresu. 
Nie wiem, czy zwierzęta żyją wiecznie. Nauka Kościoła milczy na ten temat. Ale Święty Franciszek głosił kazania ptakom, a przecież stworzeniom niezbawionym się ich nie głosi... Święty Franciszku, miej w swojej opiece naszych braci mniejszych, bo ci bywają od nas więksi.
Obrońcy Krzyża na Krakowskim Przedmieściu są szykanowani jak za czasów stanu wojennego. Jeden z nich już nie żyje - kopnięto go w klatkę piersiową (policja i straż miejska mają rozkaz nie reagować, kiedy atakuje się ludzi modlących się na Krakowskim Przedmieściu). Innego zamknięto w szpitalu psychiatrycznym (metoda unieszkodliwiania przeciwników politycznych znana z ZSRR). To wszystko dzieje się w "wolnej Polsce".
http://wobroniekrzyza.wordpress.com/2010/09/23/2762/
Swoją drogą, najłatwiej jest kogoś zniszczyć, dolepiając mu łatkę osoby niezrównoważonej psychicznie. Obecnie widać to najbardziej w podejściu "zdrowego" (raczej psychopaty) Palikota oraz przychylnych mu dziennikarzy i polityków do Jarosława Kaczyńskiego. Jakiś autorytet ITI (właściciela TVN i Onetu) uznał wszystkich walczących o prawdę o katastrofie smoleńskiej i domagających się godnego upamiętnienia jej ofiar za paranoików. Moja znajoma, na co dzień pracująca w charakterze psychiatry (również obrończyni Krzyża) skomentowała to tak: "Nie przypominam sobie, żeby ten pan mnie badał. A badanie jest konieczne, żeby postawić diagnozę."
Pamiętajmy też o tym, że akurat w ten Krzyż wpisane były wartości uniwersalne - ponadreligijne, takie jak walka o prawdę i niepodległość w kontekście Katynia 2010. Teraz już można, a właściwie trzeba (by oddać słowami faktyczny stan rzeczy), oficjalnie nazwać ten rząd reżimem.

Pospieszna instalacja tablicy była "odpowiedzią" na żądanie upamiętnienie ofiar Katynia 2010. Tyle że to wcale nie jest to, o co chodziło... Przyłożyli swoją "miarę rzeczy" (cytat z Lisickiego, naczelnego Rzepy) do tego, co stało się 10 kwietnia. "Cóż takiego się stało? Zginęło parę osób, ale cóż to jest w porównaniu z setkami i tysiącami ludzi, którzy giną codziennie na drogach" - tak pewnie to widzą. Ta tablica tak to pokazuje.

A faktem jest, że zginął urzędujący prezydent kraju - na służbie a nie na wycieczce - razem ze wszystkimi głównodowodzącymi sił zbrojnych, wieloma szefami kluczowych urzędów państwowych i ludźmi zasłużonymi dla kraju. Podobna tragedia państwowa nie zdarzyła się nigdy wcześniej (w czasie pokoju) w żadnym cywilizowanym kraju. Taka jest "miara rzeczy". I dlatego katastrofa ta powinna znaleźć ODZWIERCIEDLENIE (zgodne z jej prawdziwym rozmiarem i wymiarem - państwowym oraz społecznym) w adekwatnym symbolu.

http://niezalezna.pl/article/show/id/37345
Dzięki wielkie - i Węgrom, i Świętej Jadwidze! Myślę, że powinniśmy zorganizować jakieś podziękowania dla rządu węgierskiego, bo nie ma co liczyć na to ze strony naszego rządu (skoro przedstawiciele polskiej ambasady nawet nie wzięli udziału w uroczystości odsłonięcia tego pomnika). Co robią nasze władze? Walczą z krzyżem pod pałacem prezydenckim, upamiętniającym ofiary 10 kwietnia. I duża część narodu, o zgrozo, popiera rząd w tej walce.

Węgry to chyba jedyny kraj na świecie, który ma dziś prawy, uczciwy rząd. I właśnie dlatego jest tak bardzo atakowany przez instytucje unijne, m.in. Europejski Bank Centralny, który "w obronie niezależności węgierskiego banku centralnego" sprzeciwia się decyzji obcięcia pensji o 2/3 szefowi tamtejszego narodowego banku (uwikłanemu zresztą w jakąś aferę finansową).
http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=311294
PS1. Zauważcie, że nasza gazeta, pisząc o premierze węgierskiego rządu, poświęcając mu cały artykuł (na stronie 10 Dziennika, pod powyższym linkiem publikacja jest dostępna jedynie za opłatą), nie podaje nawet jego imienia. Znamienne.
PS2. Z ostatniej chwili: Odessa (miasto w południowej części Ukrainy) uhonorowała śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nadając jego imię jednej z ulic w tym mieście.
http://niepoprawni.pl/content/odessa-uhonorowala-lecha-kaczynskiego
Wcześniej w podobny sposób uhonorowano Parę Prezydencką w Batumi (Gruzja). Prezydent Saakaszwili na wieść o śmierci Lecha Kaczyńskiego nadał mu pośmiertnie tytuł i order Narodowego Bohatera Gruzji. To najwyższe gruzińskie odznaczenie państwowe, przyznawane za szczególne bohaterstwo i zasługi dla kraju.
http://www.tvn24.pl/12691,1657919,0,1,batumi--ul-lecha-i-marii-kaczynskich,wiadomosc.html
http://niezalezna.pl/article/show/id/37285
Pani Ewo, należą się Pani słowa uznania za to, co Pani ostatnio zrobiła dla Polski. "Solidarni2010" pozostaną w naszych sercach (w sercach Polaków, którzy kochają prawdę) na zawsze. Mam nadzieję, że pozostaną też w postaci więzi, która zawiązała się właśnie pod pałacem prezydenckim po 10 kwietnia, podobnie jak Solidarność w roku 1980 i późniejszych latach niosła ze sobą znacznie większy ładunek znaczeniowy niż sam związek zawodowy. Dziękujemy też za to, że była Pani z nami pod tym Krzyżem w ostatnich dniach (i nocach!), narażając się na szyderstwa i zaczepki ze strony "oświeconych", a wczoraj nawet na ordynarne szykany ze strony przedstawicieli władzy.
Wielkie dzięki i słowa uznania należą się też Księdzu Stanisławowi Małkowskiemu (przyjacielowi błogosławionego Ks. Jerzego Popiełuszki), który wiernie nam towarzyszył ze swoim błogosławieństwem i modlitwą pod pałacowym Krzyżem w ostatnich dniach.
Jak już wspomniałam, wczoraj pod pałacem było więcej ludzi niż zwykle. Ale wielu z nich przyszło, żeby obśmiać "Mohery i Kaczystów". I wcale się z tym nie ceregielili. Swoją drogą, ludzie mają tzw. tupet, nie wahają się dziś pluć na rzeczy największe i najświętsze... bo to jest "en vogue, trendy". Patriotyzm im śmierdzi..."kaczyzmem". Co się dziwić, fałdy mózgowe mają dobrze wyprasowane (za to kręgosłup moralny skrzywiony) przez TVNy, gazety wybiórcze oraz ich "gromadę błaznów na pomieszanie dobrego i złego". Zresztą w pobliżu pałacu jest knajpa, w której przesiadują czołowe postacie POstępowej partii (propagującej brukselskie "chrześcijaństwo" - bez krzyża, za to z in vitro, aborcją i eutanazją) i ich bojówki, więc mogą w każdej chwili zajrzeć pod pałac i dorzucić tam swoją plwocinę (szyderczy śmiech). Ale my to już przecież przerabialiśmy, choć może nie w takim stopniu: był już taki czas, kiedy krzyż i wartości z nim związane odkładano NA ZAWSZE do lamusa wobec "postępowych idei", które miały zmienić świat na lepsze. A krzyż trwa i będzie trwał. I każdy, kto występuje przeciwko niemu, w końcu poniesie klęskę.


Co do znaczenia krzyża, to chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego dla Polski (katolickiego kraju od wieków) ma on szczególną wymowę. Tablica to nie jest to samo. Jesteśmy chrześcijańskim narodem i krzyże, np. te przydrożne, stanowią żywe świadectwo naszej wiary. A wiara bez uczynków (świadectwa) jest martwa.
Zastanawia mnie "miara rzeczy" którą stosuje felietonista do oceny wydarzeń. Czy zdarzyła się kiedykolwiek w Polsce - lub na świecie - katastrofa, nota bene w czasie "pokoju", która by zabiła aktualnie urzędującego prezydenta kraju wraz z większością urzędników państwowych i generałów armii? I to jest miara, która wyznacza wielkość tej tragedii. I dlatego krzyż właśnie przed Pałacem Prezydenckim, gdzie tłumy spontanicznie zebrały się, by oddać hołd ofiarom katastrofy z 10 kwietnia zaraz po fakcie, jest jak najbardziej na miejscu. Krzyże mają być wyłącznie w kościołach i na cmentarzach? Tam jest ich pełno i ten kolejny krzyż będzie niewiele znaczył. Winni jesteśmy, jako naród, osobny symbol ofiarom największej katastrofy państwowej w dziejach ludzkości. Jeśli zabierzemy stamtąd krzyż, i przytakniemy temu co sugerują dziś prorządowe media (w ten sposób "plując w twarz" Ofiarom i ich rodzinom), że właściwie nic się nie stało, zrobimy to samo co zrobiono po rzezi katyńskiej w roku 1940 - przyzwolimy na zakłamywanie historii. Nie wolno nam do tego dopuścić, jeśli mamy być cywilizowanym narodem.

Dziś w Warszawie, w samym centrum miasta, w pobliżu pałacu prezydenckiego, o który właśnie toczy się bój - zaraz po wiecu wyborczym (wiadomo czyim) - wystawiono dzieło wiekopomne: Hołd Tuski. Wiem, że to nie pora na tego typu publikacje, ale może jeszcze przez pół godziny parę osób obejrzy fragmenty tego obrazu. Właściwie przedstawia on to, co w ostatnim czasie oglądaliśmy na co dzień w stacjach telewizyjnych i reportażach gazetowych. Nihil novi sub sole - wszyscy znamy te obrazki. A jednak... Szkoda, że nie miałam ze sobą aparatu z prawdziwego zdarzenia. Moje komórkowe zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia.





Obecny rząd sprzedaje obcym koncernom nawet gaz łupkowy (prawa do eksploatacji tego surowca). To jest niewyobrażalny błąd (o ile to jest tylko błąd, a nie celowe działanie na szkodę Polski), gdyż gaz łupkowy to dla Polski wyjątkowa szansa, by w końcu uniezależnić się od dostaw rosyjskich. Ostatnie wydarzenia - wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu do Białorusi - pokazały, co takie uzależnienie może dla nas w przyszłości oznaczać. Dywersyfikacja źródeł energii powinna być dla Polski priorytetem. Tymczasem kandydat na prezydenta reprezentujący rządzącą partię twierdzi, że gaz łupkowy jest nam do niczego nie potrzebny, a jego wydobycie jest wręcz szkodliwe dla środowiska (co w oczywisty sposób przeczy faktom).
http://polskie-partie-polityczne.appspot.com/president-election
Ale nie załamuj się, Bronku - na pewno dostaniesz 100% głosów od oficerów WSI, konfidentów bezpieki oraz penitencjariuszy...
P.S. Powyższy komentarz umieściłam pod rubryką "Niepoprawne" Bronisława Wildsteina (art. Marzenie o dwururce"), na dzisiejszej stronie Rzeczpospolitej. Zachęcam do czytania blogów Rzepy (dostępnych na stronie internetowej wydawnictwa).
http://blog.rp.pl/wildstein/2010/06/14/marzenie-o-dwururce/
http://prawo.gazetaprawna.pl/komentarze/428286,rybinski_niewazny_glos_ma_znaczenie.html
Dlatego jeszcze raz proszę wszystkich o podpisanie petycji do OBWE o delegowanie niezależnych obserwatorów na wybory prezydenckie w Polsce AD 2010. Można to zrobić poprzez poniższy link.
http://pis-sympatycy.pl/
Swoją drogą szkoda, że tak ważna uroczystość nie została ani nagłośniona, ani zrelacjonowana w satysfakcjonujący sposób przez media. Nie dość, że śp. Lech i Maria Kaczyńscy byli wyrzuceni poza margines za życia społecznego (mimo tak ważnej funkcji jaką pełnili, wybrani przecież przez większość narodu w wolnych wyborach) - wszak ich szkalowanie i ośmieszanie weszło do kanonu poprawności politycznej za sprawą dobrze nam znanych ugrupowań i mediów - to i teraz, po ich śmierci w tak tragicznych okolicznościach, odmawia im się prawa do istnienia w pamięci ludzi.
CO DALEJ Z KRZYŻEM?
Po całej uroczystości zostaliśmy wszyscy zaproszeni na poczęstunek. Serdecznie dziękujemy. Dzieliliśmy się chlebem (a raczej ciastem) z tak wspaniałymi i godnymi szacunku Osobami jak żołnierze AK, członkowie Rodziny Błogosławionego Ks. Jerzego Popiełuszki, Ks. Stanisław Małkowski, przyjaciel Ks. Jerzego (przepraszam, jeśli kogoś pominęłam). Przy okazji postanowiliśmy zapytać o możliwość pozostawienia ryngrafu z Matką Bożą Częstochowską oraz Wizerunku Jezusa Miłosiernego przy Krzyżu na placu przed Pałacem Prezydenckim. Chcieliśmy tam też zostawić - obok zdjęcia śp. Pary Prezydenckiej - zdjęcia wszystkich Ofiar tragedii smoleńskiej. Bo przecież ludzie kojarzą sobie Pałac Prezydencki właśnie jako tako miejsce zadumy i refleksji nad tym, co się stało. Tam się tak tłumnie zgromadzili, bez żadnych nawoływań - spontanicznie zaraz po katastrofie. Zawsze, kiedy przychodzimy tam za nich się pomodlić, przynosimy tam te Symbole, bo one dla nas, wierzących wiele znaczą. I dowiedzieliśmy się, z dobrze poinformowanych źródeł, że nie tylko nie można tam nic zostawiać ("żadnych gadżetów"), ale i sam Krzyż zostanie wkrótce przeniesiony "we właściwe miejsce" (prawdopodobnie do jednej ze głównych świątyń). Czyli tam, gdzie tacy "wichrzyciele" jak my nie będą już mogli budzić w ludziach - poprzez naszą modlitwę i pieśni - "demona patriotyzmu" ani pragnienia poznania prawdy - o przyczynach Katynia II i nie tylko.
Ponadto wszelkie kwiaty, nawet wieńce, oraz wszystkie inne rzeczy pozostawione przed wizerunkiem Pary Prezydenckiej są codziennie wieczorem uprzątane przez służby miejskie wraz z wypalonymi zniczami. Komu przeszkadzają np. fotografie innych Ofiar Katynia II, wciąż świeże kwiaty, święte obrazki itp.? W demokratycznym kraju tak symboliczne i ważne miejsce powinno należeć do narodu, a nie do tych "pełniących obowiązki" - dodajmy, pełniących je nadgorliwie.
... bynajmniej nie chlebem i solą. Solidarni 2010 przywitali Tuska (który tam dziś gości wraz z większością ministrów) w Brukseli z transparentami "Stop Kłamstwom", "Nie niszczcie Polski". Demonstranci apelowali o rzetelne śledztwo ws. katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Mówią o tym chicagowskie media (usłyszałam o tym w rozmowie telefonicznej) oraz - co mnie zaskoczyło, znając tendencje tej gazety - internetowa wersja Dziennika, który publikuje news pod tytułem: "Solidarni 2010" przeciwko Tuskowi.
http://www.dziennik.pl/polityka/article623503/Solidarni_2010_przeciwko_Tuskowi.html
Dobrze się dzieje, że nawet w takich "mainstreamowych" mediach dziennikarze już się "budzą", wołając o prawdę. To daje pewną nadzieję na przyszłość. Myślę, że portal Niepoprawni.pl - ze swoją konsekwentną walką z zakłamaniem - znacząco przyczynił się do tego przebudzenia. Co prawda jeszcze wątłego, ale... Ludzie już widzą np., że GW traci czytelników, co pięknie dziś podkreślił Rafał Ziemkiewicz w Rzepie. Sypnął też superdowcipem (wartym rozpropagowania): Po czym poznać, że Bronisław Komorowski zaraz palnie coś niemądrego? Po tym, że otwiera usta.
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/06/08/znaki-w-kioskach-i-w-sieci/
Jeszcze trochę, a może przestanie się opłacać mediom stosowanie Gebelsowskiej metody propagandowej: "Kłamcie, kłamcie, kłamcie, a zawsze coś z tego zostanie ludziom w głowach." Naród przestanie kupować ich bajeczki i ich akcje polecą w dół. Nawet dodawanie gadżetów i płyt do codziennych wydań nie skłoni czytelników do zakupu szmatławca. Osobiście nie tykam niektórych tytułów (takich jak np. GW, Przekrój czy Newsweek, nie wspominając już o urbanowym Nie) nawet kijem, żeby się nie pobrudzić. Jeszcze tylko ogłoszenia drobne trzymają Agorę przy życiu. Ale i to się może kiedyś skończyć, jak alternatywne wydawnictwa porządnie zabiorą się do roboty.
A propos strony internetowej Dziennika, jest tam opublikowany sondaż: "Kampanię wyborczą którego z kandydatów na prezydenta oceniasz najwyżej?"Wyniki są rewelacyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę tendencje gazety: 22% dla Komorowskiego (jest na szczycie listy, dlatego wymieniam go w pierwszej kolejności) i... 57% dla Jarka!
I trzeba koniecznie to zrobić. Bo nic nie da nasza walka klawiaturą o niezależne wybory i prawdę, jeżeli oni i tak policzą głosy według własnej metodologii. Zapowiedzieli wszak, że zrobią "absolutnie wszystko, żeby wygrać te wybory". Nie możemy przespać tego momentu. Działajmy, póki jeszcze jest na to czas.
I to był ten symboliczny "pierwszy" (oczywiście wiem, że były już przedtem inne) modlitewny krok w walce o prawdę. Teraz pora na kolejne. 10 czerwca miną dwa miesiące od tej tragicznej dla Polski chwili. Osoby biorące udział w dzisiejszym spotkaniu przypomniały o tym i zaprosiły do zebrania się pod Pałacem Prezydenckim o 8.41 (moment rozbicia się samolotu) w czwartek, 10 kwietnia. Wiadomo, że nieliczni mogą przyjść o tej porze, więc ci którzy pracują od rana, a chcą uczcić ofiary katastrofy, zgromadzą się o godz. 17.00 - tak przynajmniej usłyszałam na dzisiejszym spotkaniu. Skorygujcie tę informację, jeśli jest w niej jakaś nieścisłość. Przecież musimy tam być - razem! - żeby "się na nowo policzyć", jak tego chciała śp. Anna Walentynowicz.
A następny i najważniejszy krok - bo przecież dla nas, wierzących, Eucharystia jest źródłem i szczytem - będzie miał miejsce 11 CZERWCA 2010 R. O GODZ. 16 W WARSZAWSKIEJ KATEDRZE POLOWEJ WOJSKA POLSKIEGO. Będzie to "MSZA ŚWIĘTA DZIĘKCZYNNA ZA BŁOGOSŁAWIONEGO KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKĘ I MODLITWA ZA ŚP. LECHA KACZYŃSKIEGO, JEGO MAŁŻONKĘ ŚP. MARIĘ KACZYŃSKĄ, KS. BP. TADEUSZA PŁOSKIEGO ORAZ WSZYSTKIE OFIARY KATASTROFY W SMOLEŃSKU POD KATYNIEM" (cytuję z obrazka wydanego specjalnie na tę okazję, dostałam go do przekazania tej informacji dalej - Wam wszystkim).

Zachęcam wszystkich do udziału we wspomnianych wydarzeniach oraz do codziennej modlitwy w ww. intencjach. Naprawdę wierzę w to, co napisałam w tytule - i tę moją wiarę podtrzymuje najnowsza historia naszej części Europy, gdzie przemiany rozpoczęły się od Papieża-Polaka (zakorzenionego w myśli i działaniu Kardynała Stefana Wyszyńskiego) i Jego modlitwy na Pl. Piłsudskiego w czerwcu 1979 r.: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi".
"Postawmy życie w prawdzie na pierwszym miejscu, jeżeli nie chcemy, by nasze sumienie porosło pleśnią" - apelował z kolei Błogosławiony Jerzy Popiełuszko podczas Mszy za Ojczyznę 27 lutego 1983 r., a potem przypieczętował swoją służbę prawdzie męczeńską śmiercią. To musiało zaowocować wolnością... Na razie, niestety częściową, jak się okazało, ale wszystko przed nami. Bo przecież "wolność jest w nas."
PS. Wiadomość z ostatniej chwili nt. innych nabożeństw w intencji Ojczyzny: 13 czerwca o godz. 11.00 w kościele Św. Stanisława Kostki w Warszawie (c.d. dziękczynienia za beatyfikację Ks. Jerzego) oraz co niedzielę Msza Św. w kaplicy Muzeum Powstania Warszawskiego, o godz. 12.30 (w niedziele wstęp do tej placówki jest bezpłatny).

A co będzie z TVP? Po zawetowaniu KRRiT przez nasz parlament, będziemy mieć znów jedynie słuszną telewizję publiczną, głoszącą wielkie sukcesy obecnego rządu, w najlepszym razie publikującą "kontrowersyjne" materiały o ciężkim losie zwierząt gnębionych przez złych ludzi. I "będzie nam się żyło lepiej. Wszystkim." Wściekle czerwony kolor bluzeczki ślicznie uśmiechniętej Chmielowskiej-Olech w dzisiejszym "Teleekspresie" dobrze oddaje kierunek nadchodzących zmian w TVP.
W Warszawie wyburzają zabytki, z szumnym hasłem na szyldach w miejscach, gdzie stały stare domy: "Wyburzamy stare, by tworzyć nową rzeczywistość" (Sorry, jeśli się pomyliłam w którymś ze słów, cytuję z pamięci. Jak ktoś chce zobaczyć takie hasło, to jest w okolicy Muzeum Powstania Warszawskiego). Podobno zabrali stare meble z dworku Chopina w Żelazowej Woli, odzierając to miejsce z ducha epoki (a ściślej biorąc z czegoś, co można określić jako "genius loci"). Idzie Nowe. Jak kiedyś Nowa Huta w "starym, reakcyjnym" Krakowie. Naprawdę zaczynam się bać.
Według nieoficjalnych wyników niezależnego sondażu opinii publicznej przeprowadzonego przez prof. Rafała Brodę z Krakowa (a właściwie jego społeczną grupę badawczą), w najbliższych wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński może liczyć na 52,7% głosów. Na Bronisława Komorowskiego chce głosować 27,3% Polaków. Napieralskiego popiera 3,7% wyborców, zaś Janusza Korwina Mikke oraz Andrzeja Olechowskiego - po 2,7%. Sondaż przeprowadzono na reprezentatywnej próbie 1800 osób. Według zapowiedzi prof. Brody (na antenie Radia Maryja, jednej z nielicznych dziś niezależnych rozgłośni), oficjalne wyniki ww. badania mają być opublikowane dziś wieczorem na stronie www.polskie-wici.pl.
Jak to ktoś mądrze powiedział, mamy do wyboru dwa hasła: albo "Bóg, Honor, Ojczyzna", albo "Wróg, Horror, Obczyzna". Można wybrać "Prawo i Sprawiedliwość" lub "Nieprawość i Niesprawiedliwość". Wybierzmy właściwie, nie bądźmy samobójcami (tym razem).
Błogosławieni ci, którym pieniądz nie przeżarł serca, bo swój skarb znajdą w niebie.
Błogosławieni ci, których żałobny smutek jest szczery, bo i pocieszenie znajdą prawdziwe.
Błogosławieni, którzy krzyczą milczeniem, bo oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy nie uznają pojednania bez prawdy, bo Jerzy Popiełuszko wstawia się za nimi.
Błogosławieni ci, których dar jest nie tylko elementem kampanii wizerunkowej, bo oni złożyli depozyt w banku niebieskim.
Błogosławieni, którzy nie oglądają obleśnych filmów i programów, bo oni będą oglądać samego Boga twarzą w twarz.
Błogosławieni, którzy wolą Boży pokój od tzw. świętego spokoju, bo do nich Bóg się przyzna.
Błogosławieni ci, których zaliczono do oszołomów dlatego, że walczą o prawdę i sprawiedliwość, bo Bóg będzie walczył po ich stronie.
Innymi słowy, błogosławieni ci, którzy nie boją się być wyśmiani i wyklęci. Bo tak tu jest od wieków, że "z górki" mają tylko ci, którzy tam się chwieją, gdzie wiatr powieje. Ci przeważnie mają życie bez większych problemów... Ale czy to jest życie?
Zatem rosyjskie władze, znane ze swojej "obiektywności, rzetelności i przestrzegania cywilizowanych standardów" (a także pluralizmu - zob. rysunek), wcisną nam swoją wersję wydarzeń: pięknie "zredagowane" (okrojone , przycięte pod wymiar) zapisy z czarnych skrzynek. Będzie to w zasadzie ta sama wersja, którą z uporem maniaka lansowały już chwilę po katastrofie, mimo odmiennych opinii ekspertów lotniczych. A GW i TVN tryumfalnie ogłoszą, to co już wcześniej sugerowały, że to nasz (dla mnie świętej pamięci, dla nich zawsze niewygodny) Prezydent spowodował katastrofę, bo naciskał na pilotów. Ci z kolei byli niedoszkoleni. A prawdę o tragedii smoleńskiej świat pozna... 70 lat później, tak jak było w przypadku zbrodni katyńskiej. Dzięki ci, rządzie, który polskim jesteś tylko z nazwy.
Rys. Henryk Sawka
P.o. prezydenta z ramienia PO. Pierwsze, co zrobił TW Litwin po śmierci ś.p. Prezydenta Polski to anulował jego decyzje (np. tę o przesłaniu ustawy o IPN do TK) i zrobił skok na instytucje zarządzane dotychczas przez zmarłych przedstawicieli opozycji. Abstrahuję od WSI-owej przeszłości BK. Powiedzmy, że każdy może się nawrócić, zyskać drugą szansę - i ją wykorzystać. Ale w tym przypadku widzę coś zupełnie innego.
Teraz powołuje jakąś radę, o której wyczytał w Wikipedii. W tymże źródle jest też pewnie opisana Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON). Radzę zajrzeć tam i poczytać, a potem skojarzyć to sobie z tym, co w tej chwili dzieje się w tym kraju... który znów nie jest zagranicą dla p.o. naszych "sojuszników".
Tak napisała Julia Łatynina (ur. 1966) - rosyjska pisarka i publicystka (http://www.fronda.pl/news/czytaj/julia_latynina_katyn_2_1). Przeraża mnie to, że Tusk tak chętnie oddał śledztwo w ręce Putina, że nie domaga się dostępu polskich śledczych do czarnych skrzynek - bez tego prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Znowu rzucą jakąś bajkę w stylu błędu pilota lub nacisków (w domyśle Kaczyńskiego) na załogę samolotu. I poprą to spreparowanymi zapisami z czarnej skrzynki, których nie pozwolą zweryfikować z nagraniami. A najbardziej boli mnie to, że wielu Polaków (zwłaszcza młodych) zgadza się na taką wersję i wierzy w nagłe zmartwychwstanie przyjaźni "polsko-radzieckiej" - bo tu raczej z czymś takim mamy do czynienia. Wierzę w solidarność części narodu rosyjskiego z Polakami. Ale nie uznaję przyjaźni ani pojednania bez prawdy. W takim wypadku to nie jest nic innego niż to, co przeżywaliśmy za czasów PRL-u, kiedy tak naprawdę byliśmy pod okupacją radziecką. Włos się jeży na głowie na myśl o tym, że to wraca... Wiele bym dała za to, żeby to co piszę, okazało się tylko "spiskową teorią dziejów". Obawiam się jednak, że niestety jest to fakt.
1. Wolność; wyzwolić się spod kontroli CBA, NIK, IPN i innych organów, które zamierzają patrzeć na ręce Balcerowi, Gronkowiec-Waltz oraz innym autorytetom (świętym krowom), które wyprzedały część majątku Polski i zamierzają opylić resztę.
2. Równość; wyrównać co się da: najpierw podatki (dla 98 proc. Polaków w górę, reszcie w dół), a potem wszystkich zrównać z glebą.
3. Braterstwo; wypuścić bandytów z więzień i zbratać się z nimi, w celach resocjalizacyjnych.
4. Prawa człowieka; każdy złodziej ma prawo grabić i żadne CBA ani CBŚ nie może mu w tym przeszkodzić.
5. Konstytucjonalizm; Trybunał Konstytucyjny ma osądzić, na życzenie PO, rząd prawa i sprawiedliwości. Przy okazji TK zakaże całkowicie działań lustracyjnych, co już w dużej części mu się udało.
6. Swobody obywatelskie; każdy może swobodnie 'strzelać do kaczek'
7. Ekologia; zmienić Polskę w skansen, żeby ptaki i inne zwierzaki mogły swobodnie się rozmnażać nie tylko w Dolinie Rospudy, ale i innych rzek.
8. Właściwe relacje z sąsiadami; zgadzamy się na oddanie Gdańska, Śląska i innych terenów poniemieckich, żeby zapanowała ogólna zgoda i porozumienie na arenie międzynarodowej.
9. Prestiż Polski na arenie międzynarodowej; żeby gazety dobrze o nas pisały, zgadzamy się bez fochów na rurociąg północny (nie szkodzi, że parę bombek z drugiej wojny św. wybuchnie przy okazji, niszcząc nasze środowisko).
10. Ogólny dobrobyt; żeby nam się żyło lepiej, wszystkie nasze gazety, portale oraz stacje radiowe i telewizyjne (dziś ogłaszające, że Polska jest w stanie katastrofalnym) będą informować, że z dnia na dzień żyje nam się coraz lepiej i panuje ogólna Irlandio-Japonia w tym kraju. Jeśli wygramy.
Zgodnie z tym, co nakazywał Gebels (Joseph Paul Goebbels), szef od propagandy w rządzie Hitlera: "Kłamcie, kłamcie - a zawsze coś z tego zostanie" (ludziom w głowach).
"Wiem, że nic nie wiem" - to wygodna formułka. W razie czego asekuruje mnie, nie spadnę z wysokiego konia i nie poobijam dupy. Problem w tym, że parę rzeczy wiedziałeś, Panie Sokratesie - i zapewne po drugiej stronie zostałeś rozliczony z tego, jaki użytek zrobiłeś z tej wiedzy. Przed Ksantypą mogłeś się tłumaczyć niewiedzą, ale nie przed Bogiem. Kto może nic nie wiedzieć? Człowiek z ograniczoną świadomością na przykład. Chociaż tu też nie byłabym taka pewna. Nawet rośliny coś wiedzą... chyba.
W tym momencie przychodzą mi do głowy przesłuchania z komisji śledczych. Panowie i panie mają wszechobecną amnezję - niczego nie wiedzą i niczego nie pamiętają. I są święcie przekonani, że ta "niewiedza" jest ich wybawieniem. Z wiedzy można kogoś rozliczyć, z niewiedzy - niestety nie. No, chyba że ucznia w szkole. Taki najczęściej dostaje pałę. I ci wszyscy nic niewiedzący powinni też dostać pałę od wyborców, i dla odmiany - nie zostawać w tej samej ławce (sejmowej) na drugi rok.
Pamiętaj, że umrzesz. Pamiętam, o tym nie da się zapomnieć. Ale czy pamiętasz o tych, którzy umierają - niekoniecznie fizycznie, ale o tych też trzeba pamiętać i coś im z siebie dać (głównie modlitwę). Bo... jak piszą na niektórych nagrobkach, "dziś mnie, jutro tobie". A to jutro może być bliżej, niż ci się zdaje.
Prochem jestem. Banał? Może. Życie jest banalnie proste, tylko filozofowie (oraz urzędnicy) je komplikują sobie i innym. W proch się obrócę, ale z prochu powstanę (zmartwychwstanę). Więc w sumie nie jest tak źle.
Są tacy, którzy Popielec mają na okrągło. To ci, którym życie nie do końca się ułożyło - chorzy, przegrani, zdradzeni. Do nich (trochę do siebie) apeluję: nie umartwiajcie się, zwłaszcza w środę popielcową, bo dla Was nawrócić się znaczy co innego niż dla tych, którzy używają życia. To znaczy uczyć się radości, dostrzegać dobro nawet w tym, co nie jest zbyt miłe. Uśmiechać się częściej... do siebie też.
Człowiekowi, jak dotąd, nie udało się wymyślić perpetuum mobile - urządzenia ciągle będącego w ruchu. Ale ta sztuka udała się Stwórcy. Wymyślił nas: człowiek jest w nieustannym ruchu, nawet kiedy śpi. Nie tylko serce bije bez przerwy - we wszystkich komórkach wre praca. Nawet jeśli jesteś totalnym leniem albo osobą niepełnosprawną przykutą do łóżka - coś tam robisz w dzień i w nocy. Myślą, nie zawsze w pełni świadomą, zabijasz albo przenosisz góry. Dlatego tak ważna jest "higiena umysłu". Nasz wielki wszechświat podobno też jest w ciągłym ruchu, podobnie jak my sami. Z tym że kiedyś nadejdzie jego kres, bo "niebo i ziemia przeminą". A my - nie (najwyżej znikniemy z pola widzenia na jakiś czas). Jak ktoś nie wierzy, jego sprawa.
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 11 860 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Dla tych, którzy mają odwagę wierzyć i myśleć...

Kiedyś było Polskie Państwo Podziemne. Dziś jest Podniebne